Jak mówił Sargent, w dzisiejsze ekonomii ciągle ścierają się dwie wizje – gospodarki planowej i wolnorynkowej. Jego zdaniem, działanie całych gospodarek można sprowadzić do produkcji i dystrybucji, a zasadnicze pytanie to "co ma być wytwarzane i do kogo ma trafić?".

Sargent przypomniał doktrynę Marksa, głoszącą "każdemu według potrzeb". "Ale kto ma decydować o tym, ile i czego – to klasyczne pytanie, na które odpowiedzi są dwie i są ze sobą sprzeczne" - mówił. Jak wyjaśnił pierwsza odpowiedź to gospodarka planowa, w której decyduje rząd, a druga – to gospodarka wolnorynkowa, gdzie nie decyduje nikt. "Jak wskazać, która z tych odpowiedzi jest słuszna? To jest pytanie na miarę XXI wieku" - stwierdził. Podkreślił wkład, jaki w poszukiwania odpowiedzi włożyli ekonomiści i matematycy, pochodzący z Polski.

Noblista przypomniał, że z jednej strony komunizm, czy narodowy socjalizm opierały się o gospodarkę całkowicie planową. Przywołał jednak prace Oskara Langego, który do odpowiedzi na zasadnicze pytanie zaprzągł matematykę. Problemem matematycznym jest racjonalna alokacja zasobów przy danych warunkach wyjściowych funkcjonowania gospodarki – wyjaśnił.

Reklama

Jak mówił Sargent, Lange odkrył, że zarówno wolny rynek, jak i gospodarka planowa mają swoje dobre strony. Rynek najlepiej rozwiązuje problem optymalizacji, ale optymalizacja może też być z powodzeniem realizowana być realizowana przez centralnego planistę przy założeniu właściwego wyznaczenia ceny dóbr. "Lange mówi, że ta sama alokacja może być uzyskana zarówno w wolnej gospodarce jak i nakazowo-rozdzielczej przy założeniu dobrej woli planisty" - podkreślił.

Noblista przypomniał jednocześnie, że powyższe teorie są słuszne przy założeniu, że planista wie wszystko o konsumencie, ale teorie ekonomiczne poszły dalej i dzięki pracom np. Leonida Hurwicza – także ekonomisty z polskimi korzeniami - dziś nie muszą zakładać pełnej wiedzy. Sargent wskazał, że dziś problem centralizacji przeniósł się na inne pola, np. do bankowości. Dziś szukamy odpowiedzi na pytanie, co jest lepsze, czy centralnie zarządzany system transakcji bankowych jak SWIFT, czy też zdecentralizowany, oparty o blockchain (rozproszona baza danych).

Sargent podkreślał jednak, że nadal aktualne jest pytanie o rolę rządu. Nie ma jasnej odpowiedzi – mówił, wskazując, że są dobrze funkcjonujące gospodarki o wysokim – jak np. skandynawskie – czy też o niskim poziomie redystrybucji i transferów socjalnych. "Musimy jednak pamiętać, że za to, co rząd daje w ramach transferów, na końcu płacą obywatele" - zaznaczył. Jest pytanie, jak mądrze zbudować system transferów – dodał.

Z drogiej strony noblista wyraził pogląd, że rząd musi zapewnić pewne dobra publiczne, z których można korzystać tylko wspólnie, a nie pojedynczo, jak np. drogi, szkoły czy wymiar sprawiedliwości. "Wydaje mi się, że rola rządu może być ogromna" - powiedział Sargent.

Wskazywał też, jak wolny rynek może poszerzać obszar wolności. "Dzisiejsze Chiny to kraj rządzony autorytarnie, ale jednocześnie bardzo wolnorynkowy.(...) W gospodarce planowej ludzie nie mogli wybierać tego, co chcą robić, gdzie chcą pracować. Dziś mają ten wybór dzięki wolnemu rynkowi. I to jest ważne" - stwierdził.

Thomas John Sargent to profesor ekonomii na Uniwersytecie Nowojorskim, zajmujący się głównie makroekonomią, pracował m.in. nad teorią racjonalnych oczekiwań. W 2011 r. Sargent został wraz z Christopherem Simsem uhonorowany Nagrodą Banku Szwecji im. Alfreda Nobla "za empiryczne badania nad przyczynami i skutkami w makroekonomii".

>>> Polecamy: Mroczek: Jesteśmy gotowi gonić za marchewką, której nigdy nie zdobędziemy [WYWIAD]