Uber zawiesił testy samochodów autonomicznych już w marcu 2018 roku, bo fatalnym wypadku w Arizonie. Firma chce przemyśleć strategię rozwoju aut samoprowadzących, a w międzyczasie zwalnia około setkę pracowników.

Zarząd Uber postanowił, że praca około setki operatorów samopowadzących pojazdów w Pittsburghu, którzy monitorowali działanie aut samojezdnych, jest już zbędna. Alison Griswold z Quartz powołuje się na źródła w firmie, która zlikwidowała stanowisko „operatora autonomicznego pojazdu”, a operatorzy mogą ubiegać się o inną pracę w korporacji.

Uber planuje zastąpić to stanowisko około 55 specjalistami, którzy są przeszkoleni zarówno w ruchu drogowym, jak i bardziej zaawansowanych operacjach testowych. Od nich oczekuje dostarczenia bardziej technicznych informacji zwrotnych dla autorów samochodów autonomicznych.

Reklama

„Nasz zespół nadal angażuje się w tworzenie bezpiecznych technologii samoprowadzenia i nie możemy się doczekać powrotu aut na drogi publiczne w nadchodzących miesiącach” – przekazał rzecznik Ubera.

Uber zawiesił testowanie samochodów bez kierowcy we wszystkich lokalizacjach – Pittsburghu, Tempe, Toronto i San Francisco – po tym, jak jeden z pojazdów potrącił i w efekcie zabił pieszą w Tempe 18 marca. Elaine Herzberg przechodziła z rowerem przez autostradę w nocy, kiedy została uderzona przez pojazd Ubera, który był wówczas w trybie autonomicznym.

Opublikowany w czerwcu raport policji Tempe uznał ten wypadek za „całkowicie możliwy do uniknięcia”. W momencie kolizji kierowca bezpieczeństwa, Rafaela Vasquez, oglądała program The Voice na swoim telefonie. Pod koniec maja Uber zawiesił testy samochodów bez kierowcy w Arizonie, przy czym firma wciąż płaciła wynagrodzenie około trzystu osobom zatrudnionym jako kierowcy bezpieczeństwa.

Uber ogłosił, że ma nadzieję na wznowienie testów autoprowadzonego samochodu w Pittsburghu jeszcze tego lata. Oświadczenie to spotkało się z ostrą odpowiedzią burmistrza Pittsburgha, Billa Peduto, który stwierdził, że firma nie poinformowała go o swoich planach, o których dowiedział się dzięki raportom w mediach społecznościowych. Mimo to Uber utrzymuje, że „skontaktował się z odpowiednimi urzędnikami”.

Autonomiczni operatorzy Ubera początkowo pracowali parami, ale około listopada 2017 r. firma postanowiła przeznaczyć po jednym operatorze na pojazd. Zmiana została uzasadniona etapem pośrednim między przejściem od dwóch operatorów do żadnego w całkowicie autonomicznym pojeździe. Jest to również sposób na cięcie kosztów. Operatorzy z Pittsburgha zostali zatrudnieni jako pracownicy z zasiłkami, otrzymywali wynagrodzenie w wysokości 24 dolarów na godzinę, a Uber płacił im od czasu wypadku w Tempe.

Pittsburgh był domem dla eksperymentów i rozwoju Ubera. Firma zatrudniła swojego pierwszego specjalistę robotyki z Carnegie Mellon University na początku 2015 roku i uruchomiła tam Centrum Zaawansowanych Technologii. We wrześniu 2016 roku, Uber zaprosił pierwszych pasażerów do samojezdnych aut właśnie w centrum Pittsburgha.

Peduto początkowo z entuzjazmem powitał Ubera, chcąc zademonstrować, że jego miasto jest innowacyjne. Również gubernator stanu Arizona, Doug Ducey, powitał Ubera „z otwartymi ramionami i szeroko otwartymi drogami”, gdy firma przybyła w grudniu 2016 r. – po tym, jak nie uzyskała pozwolenia na przeprowadzenie testów w Kalifornii.

Peduto z Pittsburgha zmienił swoje podejście wobec Ubera na początku 2017 roku, gdy nastroje społeczne skierowały się przeciwko firmie i jej kontrowersyjnemu współzałożycielowi i dyrektorowi generalnemu Travisowi Kalanickowi. Ducey z kolei odwrócił się od Ubera po katastrofie Tempe, zawieszając możliwość testowania auta i opisując ten incydent jako „niepokojący i alarmujący”.

>>> Czytaj też: Tesla udostępni swoje technologie Chinom? "To przedmiot negocjacji"