"Ustalono, że delegacje będą mogły zadać pytania ograniczone do kwestii tematycznych. Traktujemy to jako dokończenie wysłuchania, które odbyło się w czerwcu. Kilka delegacji zasugerowało, że chciałoby zadać jeszcze dodatkowe pytania. Austriacy zaproponowali dokładnie te same warunki posiedzenia, jakie były podczas wysłuchania w trakcie bułgarskiej prezydencji" - powiedziało PAP polskie źródło dyplomatyczne.

"Pytania będą zadawali przedstawiciele krajów członkowskich. Polska będzie miała nielimitowany czas na odpowiedź. Traktujemy to jako dopytanie i zakończenie wysłuchania w Radzie UE" - dodało źródło.

W czasie pierwszego wysłuchania w czerwcu wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans wystąpił z prezentacją dotyczącą: dialogu z polskimi władzami, sytuacji z praworządnością w Polsce. Teraz jego rola ma być podobna.

Reklama

Przedstawiciele państw członkowskich UE zdecydowali w lipcu, że we wrześniu odbędzie się dalsza część wysłuchania Polski w ramach procedury z art. 7 unijnego traktatu. Za kolejnym spotkaniem opowiedziało się wtedy 15 państw. Przeciw kontynuowaniu wysłuchaniu, poza Polską, wypowiedziały się: Węgry, Czechy i Słowacja. Przedstawiciele innych krajów nie zabierali wtedy głosu.

Pierwsze wysłuchanie odbyło się 26 czerwca na spotkaniu unijnych ministrów ds. europejskich w Strasburgu. Trwało niemal trzy godziny. Minister ds. europejskich sprawującej wówczas prezydencję w UE Bułgarii Ekaterina Zachariewa mówiła, że jej zdaniem nie jest potrzebne dalsze wysłuchanie Polski, ale - jak dodała - będzie to zależało od kolejnego kraju przewodniczącego Unii - Austrii. Wiceszef MSZ Konrad Szymański mówił po tym posiedzeniu, że ma nadzieję na polubowne zakończenie sporu w sprawie praworządności.

Wysłuchanie podczas Rady ds. Ogólnych, o które wnioskowała KE, to kolejny krok w prowadzonej wobec polskich władz procedurze mającej na celu zagwarantowanie praworządności. Jest ono etapem przed ewentualnym głosowaniem w Radzie UE w sprawie stwierdzenia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Polskę wartości unijnych. Stwierdzenie takiego ryzyka przez Radę oznaczałoby przejście do kolejnego etapu postępowania z art. 7., czyli tzw. mechanizmu sankcyjnego. Do tego potrzebne byłoby jednak uzyskanie większości kwalifikowanej, czyli głosów 4/5 krajów członkowskich.

>>> Czytaj też: Supermocarstwo po chińsku. To zupełnie inna wizja niż koncepcja Stanów Zjednoczonych