Bądźmy realistami, dziś nie ma warunków do budowania tego rodzaju wspólnoty. Pozytywne jest to, że mimo wszystko się nie pozabijaliśmy.
Wydaje się, że tu akurat musimy się z tego cieszyć. Mamy w Polsce dwie wspólnoty i jeśli pyta pan, czy integracja tych wspólnot postępuje, to powiem, że tak. Każda z tych wspólnot dość dobrze się zintegrowała… (śmiech).
Ale to akurat prawda. Ludzie z mojego środowiska, obozu są naprawdę dobrze zintegrowani. Tamci też.
No dobrze, ale co możemy zrobić? Problem polega na tym, że te dwie wspólnoty mają tak różne wyobrażenia na temat tego, co dobre, a co złe, że dialog staje się niemożliwy.
Mam doświadczenie z Parlamentu Europejskiego (PE), staram się tam porozumieć z kolegami z Platformy, ale potem dochodzi do ich wystąpień w sprawie Polski i nie wiem, jak się zachować, bo to, co robią, jest całkowicie nieakceptowalne. Dla mnie przekroczeniem czerwonej linii jest opowiadanie o Polsce jako o państwie, w którym ludzie dokonują samopodpaleń, bo odebrano im wolność. Absolutnie nie mogę zaakceptować prezentowania Polski jako kraju podobnego do Turcji czy Czeczenii.
Jeżeli ktoś kocha Unię Europejską ponad wszystko, ponad Polskę, to ja nie potrafię z kimś takim znaleźć porozumienia.
Ależ tak! Oczywiście jakoś łączą w sobie te obie miłości, uznając, że Unia to jest najlepsze, co nas spotkało i nic wspanialszego już się zdarzyć nie może. Jeśli ktoś przy tym opowiada bzdury, że w Polsce panuje dyktatura, ograniczona jest wolność, złamana konstytucja i demokracja, to o czym mamy rozmawiać?
Na szczęście nie wszystko zostało zniszczone, obie strony szanują reguły demokracji. Mamy niebywale ostrą walkę polityczną, ale werbalną, nie przeradza się ona w akty przemocy.
Wręcz przeciwnie, oddaliły się.
>>> Polecamy: Czy Włochy staną się drugą Grecją? Oto największe czynniki ryzyka
