Tadeusz Płużański, autor artykułu pt.
„Miłość ojczyzny po postkomunie” (DGP nr 194), odebrał wykształcenie
historyczne, więc jego poglądy i postulaty zawarte w tekście muszą
budzić najwyższe zdumienie. Wynika z nich, że Autor zapomniał, na czym
polegają zasady badań historycznych i czym jest historia jako dziedzina
nauki - pisze Krystyna Szelągowska.
Pozwolę więc sobie przypomnieć pewne kwestie. Przez wieki dziejopisarstwo miało do wypełnienia praktyczne cele: historia miała dostarczać przykładów do naśladowania, historyk bowiem był moralizatorem. Miała wyposażać rządzących w argumenty potrzebne w politycznej walce, uzasadniać roszczenia, głosić chwałę panujących i własnego narodu. Miała też „uczyć patriotyzmu”. Ten model pragmatycznej, jak mówią specjaliści, historii został zakwestionowany w XVII w. między innymi dlatego, że tak uprawiana kompletnie straciła wiarygodność – w związku z rosnącym powoli poziomem wykształcenia wyższych warstw społecznych coraz łatwiej można było wychwytywać manipulacje, przekłamania albo wręcz kłamstwa historyków.
>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zobacz
|
