Trzej jej byli współpracownicy, w tym były sekretarz polityczny, zostali pod tym samym zarzutem skazani również na kary siedmiu lat więzienia.

Zwolennicy byłej premier oceniają wytoczone wobec niej i jej Nacjonalistycznej Partii Bangladeszu (BNP) procesy jako próbę osłabienia opozycji przed grudniowymi wyborami parlamentarnymi.

Zia natychmiast odrzuciła werdykt sądu i zapowiedziała na wtorek demonstracje w całym kraju.

Sekretarz generalny BNP Mirza Islam Alamgir oświadczył: "Nasza przywódczyni jest ofiarą politycznej wendetty. To część spisku, aby utrzymać ją i jej rodzinę z dala od polityki i wyborów".

73-letnia Zia była nieobecna na sali sądu w Dhace, a jej obrońcy uznali wyrok za niesprawiedliwy. Sąd Najwyższy wcześniej w poniedziałek odrzucił apel Zii o wstrzymanie werdyktu, który został wydany siedem lat po oskarżeniach wysuniętych przez Komisję Antykorupcyjną.

Na początku października Zia trafiła z więzienia do szpitala z uwagi na poważne problemy ze zdrowiem. Szefowa BNP odbywa obecnie wydany w lutym wyrok pięciu lat więzienia za wyprowadzenie 21 mln taka (ok. 206 tys. euro) z jej fundacji zajmującej się sierotami. Wyrok ten wzbudził zaniepokojenie na świecie w związku z możliwością dalszej destabilizacji sceny politycznej kraju.

Zia liczyła, że pierwszy wyrok zostanie zmieniony i będzie mogła wziąć udział w wyborach pod koniec roku, lecz nowy wyrok skomplikował jej i tak trudną sytuację.

BNP twierdzi, że obydwa procesy są motywowane politycznie.

Premier Bangladeszu Hasina Wazed przy poparciu Indii rządzi silną ręką i nie waha się użyć sił bezpieczeństwa wobec opozycji. Natomiast Amerykanie i Unia Europejska nie chcą całkowitej izolacji BNP. Taka strategia może doprowadzić do dalszej radykalizacji członków tej partii. BNP, która wciąż ma wielkie poparcie, zarzuca się związki z radykalnymi partiami i organizacjami muzułmańskimi.

Zia i Hasina są najbardziej wpływowymi politykami w Bangladeszu. (PAP)