To zapisy polityki energetycznej państwa do 2040 r. (PEP2040). Zaprezentowany w piątek dokument to jednak tylko założenia obiecywanej od trzech lat strategii. Nie należy się do niego za bardzo przywiązywać. Po pierwsze dlatego, że dopiero trafił do konsultacji, które potrwają do 15 stycznia 2019 r. Po drugie dlatego, że minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedział, że dokument mniej więcej co dwa lata będzie rewidowany.

Zmiana struktury wytwarzania prądu do 2040 r. będzie nas kosztować 400 mld zł. Mamy produkować mniej energii z węgla, a więcej z odnawialnych źródeł (ale nie wiatraków na lądzie, bo one od 2036 r. znikną, co ma być spełnieniem obietnic wyborczych PiS). Gaz ma pełnić funkcję stabilizatora systemu. Z obecnych 42 GW mocy zainstalowanych mamy dojść w 2040 r. do 72,6 GW, a produkcja roczna energii ma się zwiększyć z obecnych 165 TWh do 232 TWh.

>>> Czytaj też: Fakty i mity o podwyżkach cen prądu. W sprawie dopłat nic nie jest przesądzone