Wspierany przez Arabię Saudyjską prezydent Jemenu Abd-Rabbu Mansur Hadi już zapowiedział oficjalnie wysłanie przedstawicieli jemeńskiego rządu do Szwecji. Podkreślił jednak, że rządowa delegacja przybędzie na miejsce rozmów dopiero po przyjeździe delegacji Huti.

Z kolei przywódca Najwyższej Rady Politycznej Huti Muhammad Ali al-Husi zapowiedział, że jego delegacja weźmie udział w negocjacjach, ale pod warunkiem zapewnienia jej bezpiecznego powrotu do kraju. Względy bezpieczeństwa, jak podkreślił al-Husi, nie pozwoliły Huti we wrześniu br. uczestniczyć w dwóch poprzednich spotkaniach, które miały być zorganizowane w Genewie.

Realne szanse na doprowadzenie do rozmów pokojowych pojawiły się w połowie listopada, gdy siły prorządowe wzmogły ofensywę na Al-Hudajdę, strategiczny port w basenie Morza Czerwonego, odgrywający ogromną rolę jako miejsce dostarczania do Jemenu pomocy humanitarnej. Zaciekłe walki o miasto wywołały reakcje międzynarodowe. Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres ostrzegł przed katastrofalnymi skutkami zniszczenia portu, a USA, Wielka Brytania i Francja naciskały na Arabię Saudyjską, aby zaprzestała działań wojennych w Jemenie.

Jemen pogrążony jest w chaosie od 2011 roku, gdy społeczna rewolta położyła kres wieloletnim dyktatorskim rządom prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Konflikt nasilił się, gdy w marcu 2015 roku interwencję w Jemenie rozpoczęła międzynarodowa koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej (Bahrajn, Bangladesz, Egipt, Jordania, Katar, Kuwejt, Maroko, Senegal, Sudan i Zjednoczone Emiraty Arabskie).

Według ONZ wojna w Jemenie pochłonęła od 2015 r. prawie 10 tys. ofiar i wywołała "największy kryzys humanitarny na świecie". (PAP)