W końcu XX wieku doszło do połączenia państw mających przez kilkadziesiąt lat różny ustrój ekonomiczny i polityczny. Były też rozpady państw na mniejsze.

Zwykle podłożem zarówno łączenia, jak i podziałów były kwestie narodowe. Sytuacje te dają doskonałą okazję do przeanalizowania skuteczności realizowanej przez wiele lat strategii i polityki gospodarczej, a także kosztów związanych z łączeniem lub podziałem.

Biedni pozostali biednymi

Przykład Jugosławii, która istniała ponad 70 lat pokazuje, że bardzo trudno jest wyrównać poziom dochodów między różnymi regionami (krajami), które przez wiele wieków znajdowały się w różnych obszarach kulturowych, a nawet cywilizacyjnych.

1 grudnia 1918 – proklamowano zjednoczone Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców (SHS). Nazwę kraju na Królestwo Jugosławii zmieniono w 1929 roku. Mieszkańcy nowego państwa wyznawali różne religie (katolicyzm, prawosławie, islam, judaizm), składali się z kilku narodów i grup etnicznych. Jak czytamy w „Historii Jugosławii” Wacława Felczaka i Tadeusza Wasilewskiego (wydawnictwo Ossolineum, 1985 rok), Bośnia i Hercegowina obejmowały 13 proc. Królestwa, czyli więcej niż Słowenia I Wojwodina razem wzięte, ale posiadały tylko 145 przedsiębiorstw przemysłowych – sześciokrotnie mniej niż Słowenia i Wojwodina. Mała Słowenia miała 2,5 razy więcej zainwestowanego kapitału niż dominująca w nowym państwie Serbia, sześciokrotnie przewyższała w tym zakresie Bośnię i Hercegowinę i 25 razy Czarnogórę. Dysproporcje w rolnictwie były nie mniejsze niż w przemyśle. W Bośni, Hercegowinie, Macedonii, Kosowie i Czarnogórze utrzymywały się jeszcze stosunki feudalne, a ziemię obrabiano drewnianymi narzędziami, a w Słowenii poziom rolnictwa był zbliżony do austriackiego.

W roku 1935 wartość produkcji przemysłowej na mieszkańca Czarnogóry wyniosła zaledwie 15,5 proc. średniej jugosłowiańskiej i podobnie było w Macedonii. W Bośni i Hercegowinie było to 59,5 proc. średniej krajowej, w Serbii 73,5 proc., w Chorwacji 138 proc., a w Słowenii 290 proc. (dane za Yugoslavia from a Historical Perspective”, Belgrad 2017, wydawca Helsinki Committee for Human Rights in Serbia).

W powojennej Jugosławii, rządzonej przez komunistów, wprowadzono system transferów finansowych, przekazywanych do najbiedniejszych republik. Wszystkie republiki i regiony musiały wnosić do Federalnego Funduszu Rozwoju część (do 2 proc.) wytwarzanego dochodu, a jedynymi odbiorcami były słabiej rozwinięte republiki – Bośnia i Hercegowina, Macedonia i Czarnogóra oraz Kosowo. Pomoc finansowa za pośrednictwem Federalnego Funduszu Rozwoju początkowo składała się z dotacji, a po 1971 r. przyjęła formę pożyczek na wysoce preferencyjnych warunkach. Istniały też inne mechanizmy redystrybucji dochodów, w tym transfery budżetowe, pożyczki z Narodowego Banku Jugosławii oraz system rozliczeń płatności w handlu zagranicznym z krajami Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG).

Mimo tych transferów po rozpadzie Jugosławii okazało się, że dawne różnice w dochodach między najbogatszą Słowenią, nieco biedniejszą Chorwacją a najbiedniejszymi: Kosowem, Macedonią i Czarnogórą, Bośnią i Hercegowiną przetrwały.

W 1995 roku dysproporcja między najbogatszą Słowenią a najbiedniejszą i zniszczoną przez wojnę Bośnią i Hercegowiną była ogromna. Po wojnie Bośnia i Hercegowina dość szybko się odbudowała, korzystając ze wsparcia Unii Europejskiej. Dlatego przez kilka lat miała dwucyfrowe przyrosty PKB. Dziś jest trzykrotnie biedniejsza od Słowenii i ten parytet utrzymuje się od lat. Wszystkie kraje byłej Jugosławii po zakończeniu wojen rosły dość wolno. Dotyczy to zarówno najbogatszej Słowenii, która stała się członkiem Unii Europejskiej w 2004 roku, a 1 stycznia 2007 roku weszła do strefy euro, nieco biedniejszej Chorwacji – w Unii Europejskiej od 2012 roku, jak i państw będących poza Unią. Średni wzrost w latach 1998-2017 wynosił: w Bośni i Hercegowinie 4,3 proc., Chorwacji 1,7 proc., Macedonii 2,8 proc., Czarnogórze 2,3 proc., Serbii 2,4 proc. i Słowenii 2,4 proc. (obliczenia własne na podstawie danych Banku Światowego). Okresy dość szybkiego wzrostu miała Czarnogóra – kraj liczący zaledwie 600 tys. mieszkańców, mający doskonałe warunki turystyczne.

Niskie tempo wzrostu gospodarczego krajów byłej Jugosławii wynikało ze zniszczeń wojennych, rozpadu wspólnego rynku (Jugosławia liczyła w 1991 roku ok. 24 mln obywateli, dziś największe państwo byłej Jugosławii Serbia liczy 7 mln mieszkańców), wysokiego ryzyka inwestycyjnego, związanego z niepewną sytuacją polityczną, wreszcie z błędów w polityce gospodarczej. Słowenia przeżyła poważny kryzys bankowy, który spowodował recesję w latach 2012 i 2013. W Chorwacji recesja trwała 6 lat: od 2009 do 2014 roku i w tym czasie nastąpił spadek PKB o 12 proc. Nie ulega wątpliwości, że rozpad Jugosławii, niezależnie od zniszczeń wojennych, negatywnie odbił się na gospodarce państw, które wchodziły niegdyś do federacji.

Aksamitny rozwód

Znacznie szczęśliwszy był rozwód Czech ze Słowacją. Zapalnikiem rozpadu stał się spór między prorynkowym rządem Czech Václava Klausa i populistycznym rządem Słowacji Vladimíra Mečiara. 26 sierpnia 1992 roku obaj przywódcy podjęli decyzję o podziale kraju. 1 stycznia 1993 r. Czechosłowacja w sposób pokojowy podzielona została na dwa niezależne i suwerenne państwa: Czechy i Słowację.

Większość aktywów federalnych, w tym wyposażenie armii, infrastrukturę kolejową i pasażerską, podzielono w stosunku 2 do 1. Kilka drobnych sporów (np. o rezerwy złota przechowywane w Pradze, wycenę federalnego know-how) trwało kilka lat. Przez miesiąc dawna czechosłowacka waluta, korona czechosłowacka, była używana w obu krajach. Osobne waluty wprowadzono 8 lutego 1993 roku. Początkowo miały jednakowy kurs walutowy, ale stopniowo korona słowacka traciła do czeskiej. 31 grudnia 2008 roku, na dzień przed wprowadzeniem na Słowacji euro, korona czeska warta była 1,13 korony słowackiej.

Liczące 10,5 mln mieszkańców Czechy były i pozostały bogatsze od mniejszej (5,5 mln mieszkańców) Słowacji. Czechy, będące przez kilka stuleci częścią Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego (Praga była nawet przez pewien czas stolicą cesarstwa) były ściślej zintegrowane z kulturą i gospodarką Europy Zachodniej. Słowacja niemal przez całą swą historię stanowiła część Węgier. Czechy były uprzemysłowione, Słowacja była krajem rolniczym, choć po II wojnie światowej państwo inwestowało w przemysł ciężki. W 1993 roku PKB na głowę mieszkańca Słowacji wynosił ok. 60 proc. poziomu Czech. Zarówno Słowacja, jak i Czechy na początku lat 90. przeszły przez okres recesji, wynikającej z transformacji ustrojowej. Recesja była głębsza w bardziej uprzemysłowionych Czechach.

W 1993 roku w obu krajach rozpoczął się wzrost gospodarczy. Zarówno Czechy, jak i Słowacja przez ostatnie 25 lat zaabsorbowały podobną wielkość (w relacji do PKB) inwestycji zagranicznych (według danych Banku Światowego Czechy średniorocznie 4,8 proc. PKB, Słowacja 3,6 proc. PKB). Oba utrzymują relatywnie stabilne finanse publiczne (Czechy mają dług publiczny w wysokości ok. 40 proc. PKB, Słowacja odpowiednio ok. 50 proc. PKB). Stopa inwestycji w Czechach w ostatnich dziesięciu latach była o 4 punkty procentowe wyższa niż na Słowacji. Mimo tego oraz mimo populistycznych rządów Mečiara (1993-1998) i niestabilnych koalicji rządowych w latach późniejszych, Słowacja osiągnęła szybszy wzrost gospodarczy niż Czechy. W latach 1993-2017 PKB Słowacji wzrósł 2,66 razy, gdy Czech 1,9 razy (obliczenia własne na podstawie danych Banku Światowego). W efekcie poziom PKB na głowę mieszkańca z uwzględnieniem siły nabywczej wzrósł w 2017 roku na Słowacji do 87 proc. poziomu Czech (obliczenia własne na podstawie Eurostat). Oba kraje przeżyły recesję w 2009 roku (Słowacja głębszą), a od 2009 roku, gdy Słowacja weszła do strefy euro, do 2017 roku tempo wzrostu PKB na Słowacji wynosiło średnio 2,1 proc. a w Czechach 1,4 proc. (obliczenia własne na podstawie Eurostat). Głównym wytłumaczeniem wyższej dynamiki gospodarczej na Słowacji jest zapewne niższy poziom wyjściowy gospodarki słowackiej, który pozwolił na szybszą konwergencję, a także większe na Słowacji inwestycje typu green field.

Koszt niemieckiego zjednoczenia

Jednym z najważniejszych wydarzeń politycznych i ekonomicznych końca XX wieku było zjednoczenie Niemiec. Zjednoczone Niemcy stały się najbardziej ludnym krajem Europy (nie licząc Rosji i Turcji, będących jednocześnie państwami europejskimi i azjatyckimi), z potencjałem gospodarczym znacznie przewyższającym Francję, Wielką Brytanię i Włochy.

Zjednoczenie wschodniej części Niemiec (NRD) z zachodnią (RFN) było kosztowne i doprowadziło do kłopotów całej Unii Europejskiej. Z powodów politycznych zdecydowano na wymianę marek NRD na marki RFN po kursie 1:1. Formalne zjednoczenie kraju nastąpiło 3 października 1990 roku, ale już 1 lipca 1990 roku Deutsche Mark stała się walutą obowiązującą na całym obszarze Niemiec.

Przelicznik 1:1 obowiązywał dla płac, cen i zgromadzonych oszczędności do sumy 4000 marek na osobę. Dla oszczędności dzieci był mniejszy, a dla emerytów większy. Większe sumy oszczędności, zadłużenie przedsiębiorstw i kredyty mieszkaniowe zostały przeliczone według kursu 2:1, a tak zwane „pieniądze spekulacyjne”, nabyte krótko przed zjednoczeniem, po kursie 3:1.

Około 4500 ton monet wschodnioniemieckich zostało przetopionych w 1990 roku. Pieniądze papierowe, około 100 miliardów marek, zostały umieszczone w magazynach, znajdujących się w tunelach i bunkrach. Stopniowo były niszczone. Ostatni pojemnik z markami NRD został spalony 25 czerwca 2002 roku.

Przed zjednoczeniem na czarnym rynku, a także w Berlinie Zachodnim, 1 DM kosztowała od 5 do 10 marek wschodnioniemieckich. Rzecz jasna nikt nie przeprowadził wcześniej obliczeń dotyczących relacji wydajności w obu częściach Niemiec, konkurencyjności handlu zagranicznego, rzeczywistej siły nabywczej obu marek. Kurs 1:1 oznaczał radykalne zwiększenie realnych dochodów mieszkańców byłej NRD, a także kosztów pracy.

Chodziło o powstrzymanie wschodnioniemieckich pracowników przed migracją do Niemiec Zachodnich w poszukiwaniu lepiej płatnych miejsc pracy. Ale gospodarka wschodnioniemiecka nie mogła konkurować ze znacznie wydajniejszą gospodarką zachodnioniemiecką. Unia walutowa wyeliminowała setki tysięcy niekonkurencyjnych miejsc pracy w przemyśle samochodowym, stalowym, chemicznym, elektronicznym. Przemysł wschodnioniemiecki z dnia na dzień stał się nierentowny. Jednocześnie był szybko prywatyzowany, a nierentowne firmy kupowane przez korporacje zachodnioniemieckie. Jedna trzecia przedsiębiorstw została zlikwidowana, co w połączeniu ze zwolnieniami w firmach, które przeżyły, spowodowało zmniejszenie zatrudnienia o 60 proc. Skutkiem był gwałtowny wzrost bezrobocia w landach wschodnich (z dawnego NRD powstały landy: Brandenburgia, Saksonia, Meklemburgia Pomorze Przednie, Turyngia, Saksonia Anhalt). Wstrząs łagodzony był emigracją z landów wschodnich do zachodnich oraz subsydiami. Transfery z zachodu na wschód Niemiec wyniosły od 1990 roku 1,7 bln euro. Były przeznaczane na pomoc socjalną, na inwestycje w infrastrukturę, budownictwo mieszkaniowe oraz na wspieranie nowych przedsiębiorstw. Nie powstrzymało to jednak migracji.

W 1988 roku na terenie dawnej NRD mieszkało 16675 tys. osób, dziesięć lat później 15217 tys. Spadek o około 1,5 mln mieszkańców wynikał z migracji (w tym czasie do części zachodniej przeniosło się 2448 tys. wschodnich Niemców, zaś 1244 tys. z części zachodniej do wschodniej) oraz z niskiej dzietności. Wskaźnik umieralności był wyższy niż wskaźnik urodzeń. Spadek populacji we wschodnich landach trwa nadal. W ostatnich dziesięciu latach ludność Brandenburgii, Turyngii Saksonii Meklemburgii i Saksonii Anhalt zmniejszyła się o około 0,5 mln.

"Transfery z zachodu na wschód Niemiec wyniosły od 1990 roku 1,7 bln euro. Były przeznaczane na pomoc socjalną, na inwestycje w infrastrukturę, budownictwo mieszkaniowe oraz na wspieranie nowych przedsiębiorstw."

W październiku br. rząd Niemiec przedstawił roczny Raport o Zjednoczeniu. Wynika z niego, że w 2017 roku PKB na mieszkańca na wschodzie wynosił 73,2 proc. poziomu Niemiec zachodnich. W ciągu ostatniej dekady luka zmniejszyła się tylko o 4,2 punktu procentowego, podczas gdy luka między Polską i Niemcami w ciągu dekady (2007-2017) zmalała o 11,6 p. proc.

PKB na głowę mieszkańca Polski (według siły nabywczej) wynosi dziś 57 proc. poziomu całych Niemiec i blisko 80 proc. Niemiec wschodnich. Przeciętne roczne wynagrodzenie w landach wschodnich jest o ok. 5000 euro niższe niż w zachodnich. Jedynie Brandenburgia i Saksonia mają szansę w roku 2030 osiągnąć średni poziom gospodarczy całego kraju.

Niemieckie zjednoczenie, któremu towarzyszyły ogromne transfery finansowe, doprowadziło do kryzysu całej gospodarki niemieckiej. W 1993 roku Niemcy przeżyły recesję, kolejną w roku 2003. W 2001 roku deficyt fiskalny Niemiec przekroczył 3 proc., a w roku 2003 4 proc. Dopiero w 2006 roku spadł poniżej 3 proc. W 2003 roku dług publiczny po raz pierwszy przekroczył 60 proc. PKB i dopiero w 2018 roku spadł poniżej tego poziomu. Zjednoczenie Niemiec było kosztowne także dla całej Unii Europejskiej. Wysokie stopy procentowe Bundesbanku miały wpływ na stopy w innych krajach, hamując wzrost.

Czy Korea pójdzie drogą Niemiec

Doświadczenia Niemiec są analizowane przez ekonomistów i polityków, rozważających możliwość zjednoczenia dwu państw koreańskich. Oczywiście nie jest przesądzone, czy w dającym się przewidzieć terminie do takiego zjednoczenia dojdzie i czy będzie ono miało charakter pokojowy, jak u naszych zachodnich sąsiadów.

Różnice w systemie politycznym, poziomie zamożności i sposobie funkcjonowania gospodarki między Koreą Północną i Południową, są znacznie większe niż między NRD a RFN w roku 1990. Dochód na głowę mieszkańca Korei Północnej jest szacowany na 1300 dolarów, co stanowi mniej niż 5 proc. dochodów w Korei Południowej w 2017 r. Występuje również znaczna luka w jakości infrastruktury. Od dziesięciu lat gospodarka północnokoreańska jest w stagnacji. Najważniejsze gałęzie to rolnictwo i górnictwo.

Jong Wha Lee z Korea University i Warwick J. McKibbin z Australian National University opublikowali w październiku br. opracowanie „Korean Unification: Economic Adjustments Under German Assumptions”.

Zakładają, że reformy w Korei Północnej rozpoczną się w 2019 roku. Oba państwa będą oddzielone granicą i nie nastąpi przepływ mieszkańców. Korea Północna otworzy się na inwestycje zagraniczne i na prywatną przedsiębiorczość. Korea Południowa zacznie przekazywać 0,5 proc. PKB rocznie poprzez płatności bezpośrednie. Te transfery będą przeznaczane w połowie na wydatki rządowe na północy, a w połowie bezpośrednio dla konsumentów. Suma ta stanowić będzie początkowo 23 proc. PKB Korei Północnej. Transfery dadzą silny impuls gospodarstwom domowym i umożliwią inwestycje publiczne w Korei Północnej. Zakłada się, że do 2023 roku PNB Korei Północnej wzrośnie o 80 proc. (aczkolwiek PKB znacznie wolniej). Transfery będą wspierały wzrost wydajności.

Uczeni zakładają, że w roku 2024 możliwe będą dwa scenariusze – kontynuacji powolnych reform, wspomaganych przez transfery z południa lub całkowitego załamania się reżymu północnokoreańskiego i niekontrolowane zjednoczenie podobne do tego, które wydarzyło się w Niemczech po zburzeniu w październiku 1989 roku muru berlińskiego.

Wówczas zapewne doszłoby do skutków podobnych do tych, które wystąpiły w Niemczech, a ich nasilenie zależałoby od tego, na ile proces zjednoczenia byłby kontrolowany. Zapewne skala emigracji na południe byłaby znacznie większa niż emigracji z NRD do RFN, można też spodziewać się głębszego załamania gospodarki północnokoreańskiej i inwestycji. Sytuacja mogłaby się unormować około roku 2030, przy czym koszty dla Korei Południowej byłyby trudne do oszacowania.

Autor: Witold Gadomski