W najbliższych tygodniach poznamy listy kandydatów do europarlamentu. Już teraz widać, że walka o te miejsca jest bardzo zażarta. Jeden z powodów to… pieniądze. – Generalnie w partyjnych wyliczankach przyjmuje się, że europoseł może zarobić około miliona złotych rocznie. Po pełnej kadencji nie musi się więc niczym specjalnie przejmować – mówi DGP jeden z posłów obecnej kadencji polskiego parlamentu. – Tymczasem poseł w Polsce, z dodatkami np. za pełnienie funkcji w komisjach, zarobi ok. 100 tys. zł na rękę – dodaje polityk.

Za jedno euro wczoraj można było dostać ok. 4,32 zł. Pensja europosła to 8757,70 euro brutto. Po potrąceniu unijnych podatków i kosztów ubezpieczeń to prawie 7 tys. euro, czyli na rękę ok. 30 tys. zł miesięcznie. – Pensja podstawowa europosłów to 38,5 proc. pensji podstawowej sędziego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, więc europosłowie nie decydują i nie mogą decydować o własnej pensji – można przeczytać na stronie europarlamentu. Trzeba jednak pamiętać, że to podstawa. Europosłom przysługuje sporo dodatkowych świadczeń.

Dzienna dieta to 320 euro. Z tego politycy mają zadbać o swoje brukselskie zakwaterowanie. Aby udowodnić, że faktycznie tam wtedy przebywają, przedstawiciele obywateli UE muszą się podpisać danego dnia w Strasburgu bądź w Brukseli. Bo choć oficjalną siedzibą europarlamentu jest to pierwsze miasto, to wiele prac poszczególnych komisji odbywa się w stolicy Belgii. W dniu głosowań plenarnych politycy muszą być na co najmniej połowie głosowań imiennych, inaczej potrącona zostanie im połowa diety.

Co miesiąc na asystentów polityk może wydać prawie 25 tys. euro.

– Dlatego zazwyczaj na popołudniowych, czwartkowych głosowaniach frekwencja wśród posłów jest znacznie niższa – wyjaśnia europoseł Dobromir Sośnierz, który w Brukseli pracuje od kilku miesięcy po zastąpieniu na stanowisku Janusza Korwin-Mikkego. Zakładając więc, że poseł europejski faktycznie spędza 20 dni w miesiącu w Brukseli bądź Strasburgu, to „wyciąga” z tego 6,4 tys. euro, a więc prawie kolejne 30 tys. zł miesięcznie.

To nie wszystkie przychody europejskich polityków. Europarlament oddaje również zwroty za przejazdy. W obecnej kadencji ryczałt samochodowy to 53 eurocenty za kilometr, z tym że odległość nie może być większa niż tysiąc kilometrów. Zakładając, że polityk jeździ tam i z powrotem co tydzień, to jest to ponad tysiąc euro tygodniowo, czyli co najmniej 20 tys. zł miesięcznie. Ale może też jeździć częściej. – Jeśli ktoś zdecydował na początku kadencji, że będzie regularnie co tydzień dojeżdżał do pracy, na przykład z Warszawy, to zarobił w ciągu pięciu lat około 700–800 tys. zł – pisał w swojej książce „Parlament antyeuropejski” były europoseł Marek Migalski.

Od tej kwoty trzeba odjąć koszty benzyny. Nie powinny one jednak przekraczać 20 proc. ryczałtu.

Europejski polityk może się też zdecydować na podróże samolotem. W tym przypadku europarlament refunduje bilety lotnicze. W grę wchodzi maksymalnie klasa biznes.

– Często bywa tak, że europosłowie specjalnie rezerwują sobie bilety z przesiadkami, by zbierać bonusy z wylatanych mil i być lepiej traktowanym na lotniskach – opowiada Sośnierz.

Europosłowie mogą też dostawać zwroty za bilety kolejowe w pierwszej klasie.

Na utrzymanie biura w kraju, rachunki telefoniczne i podobne wydatki co miesiąc europoseł dostaje w 2019 r. maksymalnie 4513 euro. Parlament zapewnia posłom biura zarówno w Brukseli, jak i Strasburgu. W tych miastach na koszt europodatników wybrani w wyborach politycy mogą też korzystać z limuzyn.

Warto też pamiętać o tym, że europejscy politycy mogą się wybrać na kurs językowy, za który europarlament również chętnie zapłaci. Rocznie parlament refunduje koszty podróży niezwiązanych z krajem pochodzenia danego europosła w wysokości maksymalnie 4454 euro.

To jednak nie wszystkie przywileje, które łączą się z pełnieniem funkcji europosła. Co miesiąc taki polityk może również wydać prawie 25 tys. euro na asystentów. Te pieniądze są im przelewane bezpośrednio i pomocnicy muszą mieć ważne umowy. W polskich warunkach bywa tak, że dany europoseł po prostu zatrudnia wskazanych działaczy partyjnych. Wydaje się, że nie jest to tylko przypadłość nadwiślańskich polityków.

Europosłowie dostają też dodatkowe fundusze, które można wydać na różnego rodzaju gadżety, jak kalendarze czy pendrive’y.

Po zakończeniu kadencji europarlament ułatwia adaptację do życia poza tą instytucją. Jeśli ktoś nie będzie pełnił funkcji dalej, to w uproszczeniu dostaje miesięczną pensję za każdy rok pełnienia funkcji. Długość pełnienia mandatu europosła jest też związana ze świadczeniem emerytalnym. Za każdy rok spędzony w charakterze europarlamentarzysty po ukończeniu 63. roku życia dostaje się 3,5 proc. pensji. Czyli po jednej kadencji jest to prawie 20 proc. pensji, a więc prawie 6 tys. złotych miesięcznie. Emerytura nie może jednak wynosić więcej niż 70 proc. pensji, a więc ok. 20 tys. zł.

>>> Czytaj też: Ile zarabiają menedżerowie największych funduszy inwestycyjnych? Znacznie więcej, niż myślicie