Skandal SNC-Lavalin to coraz większy problem dla premiera Trudeau

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
5 marca 2019, 10:16
Kanadyjska policja
Kanadyjska policja/ShutterStock
Skandal wokół firmy SNC-Lavalin i nacisków na ministrów w rządzie Kanady staje się coraz większym problemem dla premiera Justina Trudeau. Do dymisji podała się Jane Philpott, jedna z najbliższych współpracowniczek Trudeau i już druga minister w jego gabinecie.

, szefująca (urząd łączący role resortu administracji i częściowo skarbu), w opublikowanym w poniedziałek oświadczeniu napisała, że powodem jej dymisji jest sposób, w jaki rząd odniósł się do problemu nacisków politycznych na byłą minister sprawiedliwości .

"Muszę pozostać wierna swoim wartościom, etycznej odpowiedzialności i zobowiązaniom konstytucyjnym" - napisała Philpott. "Niestety, utraciłam zaufanie co do sposobu, w jaki rząd zajął się tą sprawą (SNC-Lavalin - PAP) i jak odpowiedział na podniesione problemy" - podkreśliła.

Jak podała publiczna telewizja CBC, pozostałych 33 ministrów w rządzie Trudeau zapewniło o swoim poparciu dla premiera.

Na początku lutego do dymisji podała się Jody Wilson-Raybould, minister ds. weteranów, a przed styczniowymi zmianami w rządzie minister sprawiedliwości i prokurator generalna. Kilka dni przed jej rezygnacją dziennik "The Globe and Mail" podał, że kancelaria premiera naciskała na Wilson-Raybould w sprawie dochodzenia dotyczącego .

Według gazety chodziło o to, by przeciwko tej firmie inżynieryjno-budowlanej z siedzibą w Quebecu nie wszczynano postępowania karnego w sprawie m.in. podejrzeń o łapówki, a zamiast tego zawarto ugodę (tzw. deferred prosecution agreement - DPA). SNC-Lavalin mogłaby zostać ukarana grzywną, ale nie zostałaby odsunięta na 10 lat od publicznych przetargów. SNC-Lavalin na całym świecie zatrudnia ponad 50 tys. pracowników, z czego w Kanadzie prawie 9 tys.

W bieżącym tygodniu rządząca Partia Liberalna planowała rozpoczęcie przedwyborczych emisji spotów reklamowych i spotkań z wyborcami, których głównym tematem miały być zmiany klimatu. W poniedziałek wieczorem Trudeau podczas spotkania w Toronto wysoko ocenił pracę Philpott, dodał, że "od jakiegoś czasu" wiedział o jej zamiarach, ale i tak jest "zawiedziony" jej decyzją. Podkreślił jednak, że w demokracji "chcemy, żeby były różne opinie i debata". Zwrócił uwagę, że sprawa SNC-Lavalin wywołała zwiększone zainteresowanie tym, jak funkcjonują demokratyczne instytucje i jak zachowują się ich pracownicy.

Dochodzenie w sprawie nacisków prowadzi już parlamentarny komisarz ds. etyki.

W zeszłą środę Wilson-Raybould złożyła obszerne wyjaśnienia przed parlamentarną komisją sprawiedliwości. Rząd uchylił tajemnicę służbową dla okresu, gdy trwały rządowe konsultacje w sprawie SNC-Lavalin. Wilson-Raybould potwierdziła, że między wrześniem a grudniem ub.r. wywierano na nią „intensywne polityczne naciski”, by jako prokurator generalna zmieniła decyzje prokuratorskie o odrzuceniu ugody. Jak powiedziała, premier uprzedził ją o negatywnych konsekwencjach dla miejsc pracy w Quebec w przypadku wszczęcia postępowania karnego. W sumie kontaktowało się z nią - jak wyliczyła - 11 osób. Jak relacjonowała, w pewnym momencie wprost zapytała Trudeau, czy "wywiera polityczny wpływ" na jej decyzje jako prokuratora generalnego, podkreślając, że "stanowczo radzi, by takiego wpływu nie było". W odpowiedzi usłyszała: "Nie, musimy znaleźć rozwiązanie".

Od czasu publikacji "The Globe and Mail" Trudeau powtarzał, że rząd postępował zgodnie z przyjętymi standardami. Po wyjaśnieniach Wilson-Raybould potwierdził, że jako premier rozmawiał z nią o miejscach pracy, przekonywał jednak, że zarówno on sam, jak i jego urzędnicy działali właściwie.

W najbliższą środę parlamentarna komisja sprawiedliwości spotka się m.in. z byłym (podał się do dymisji) doradcą i głównym sekretarzem Trudeau, Gerrym Buttsem, który sam zadeklarował, że chce odpowiedzieć na pytania komisji.

Andrew Scheer, szef Konserwatywnej Partii Kanady, głównej partii opozycyjnej, domaga się dymisji Trudeau.

To już druga w ciągu ostatnich miesięcy poważna sprawa dotycząca uwikłania kanadyjskich polityków w naciski w sprawie firm. W grudniu ub.r. władze amerykańskiego stanu Waszyngton odrzuciły plan przejęcia przez ontaryjską firmę Hydro One amerykańskiej Avista Corp.

Amerykanie zarzucili konserwatywnemu rządowi prowincji Ontario Douga Forda, że nie zapewnia on bezpieczeństwa Avista Corp. i jej klientom. Powodem sformułowania tego zarzutu było wymuszenie przez Forda zmian w zarządzie ontaryjskiego dostawcy energii elektrycznej. Hydro One zapłaciło w styczniu br. 138 mln dolarów kanadyjskich z tytułu kary umownej na rzecz Avista Corp. za niezrealizowaną transakcję.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Tematy: światKanada
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj