Do konsultacji publicznych trafił wczoraj o charakterze użyteczności publicznej. To jeden z elementów wyborczej piątki Kaczyńskiego. Chodzi o przywrócenie do życia (czegoś na kształt ) w Polsce lokalnej, zwłaszcza tam, gdzie z uwagi na deficytowość linii były one w ostatnich latach zamykane.
Ustawa przewiduje powołanie specjalnego funduszu w ramach działalności (BGK). Będzie on dysponował corocznie kwotą 800 mln zł. Pieniądze te mają stanowić dofinansowanie (w formie dopłaty do ceny usługi) wybranych przewozów autobusowych. "Dofinansowanie będzie przyznawane w formie dopłaty do kwoty deficytu pojedynczej linii o charakterze użyteczności publicznej" – podają projektodawcy.
– Po wejściu w życie ustawy, a mamy nadzieję, że stanie się to nie dalej, jak w drugiej połowie maja, samorządowcy będą mogli już podpisywać umowy z przedsiębiorcami na reaktywację i dofinansowanie deficytowych linii autobusowych. Nie tylko tych, które zostaną uruchomione, ale także tych deficytowych, które już dzisiaj samorządy dofinansowują – mówił wczoraj minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Założenie jest też takie, że władze lokalne będą finansowały część ceny usługi z własnej kieszeni (nie mniej niż 30 proc. ceny).
Jak będą dzielone pieniądze z ? Przyjęto tu mechanizmy podobne jak w przypadku uruchomionego ostatnio (następcy schetynówek, z którego finansowane są przebudowy dróg gminnych i powiatowych). Najpierw minister finansów musi zaakceptować plan finansowy przedsięwzięcia. Następnie szef resortu infrastruktury dokonuje podziału pieniędzy między województwa. Zrobi to na podstawie wytycznych Rady Ministrów, która określi je wcześniej w rozporządzeniu (pod uwagę będą brane: powierzchnia województwa, liczba jego mieszkańców i wielkość tzw. pracy przewozowej na liniach o charakterze użyteczności publicznej, określoną w planach transportowych poszczególnych regionów).
W kolejnym kroku wojewodowie poinformują o maksymalnej kwocie dopłaty do wozokilometra (nie więcej niż 80 gr) w danym województwie. Pieniądze będą przekazywane samorządom po zawarciu umowy z wojewodą. To, jak samorządy i przewoźnicy wykorzystują dopłaty, będzie przedmiotem kontroli wojewodów. Do końca 2021 r. fundusz będzie działał w oparciu o przepisy przejściowe, w ramach których dopłata będzie mogła sięgnąć 1 zł od wozokilometra. O przyznaniu dopłaty będzie decydować kolejność wpływu wniosków od samorządów.
Eksperci już po pobieżnej lekturze projektu mają jednak mnóstwo wątpliwości. – Nie wiem, po co powoływać fundusz w BGK. Można było po prostu przekazywać środki z budżetu państwa w formie dotacji celowych – zastanawia się Bartosz Jakubowski z Klubu Jagiellońskiego. Jego zdaniem nie najlepszym pomysłem jest też to, że pieniądze będą początkowo rozdzielane na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy.
– Nie jest też jasne, czy ta zasada będzie utrzymana po 2021 r. i generalnie co się stanie, gdy wniosków będzie tyle, że pieniędzy zabraknie. Moim zdaniem z ustawy wynika, że po pieniądze mogłaby wystąpić nawet Warszawa, która przecież też jest organizatorem publicznego transportu zbiorowego. Boję się scenariusza, w którym pieniądze z FRPA wyciągnęłyby bogate samorządy, a nie te, które mają realny problem – ocenia ekspert.
>>> Czytaj też: 200 km/h na trasie Warszawa-Gdańsk od grudnia. PKP PLK: Czas przejazdu skróci się o 20 minut
