To, że światem rządzi kasa, nie jest żadnym odkryciem. Ale już skala jej użycia przez państwa w relacjach zewnętrznych może zaskakiwać, podobnie jak stosowane narzędzia.
DGP
Zazwyczaj to wielkim korporacjom przypisujemy posługiwanie się pieniądzem jako narzędziem wywierania wpływu na otoczenie. Polityka zewnętrzna państw wciąż kojarzy się natomiast z wyfraczonymi dyplomatami i wytwornymi rautami, w drugiej kolejności z agresją wojskową lub jej groźbą, no i może jeszcze, ale to już tylko niektórym, z tajnymi knowaniami i prowokacjami wywiadów.
Reklama
Tomasz Kamiński w książce „Pieniądze w służbie dyplomacji” na podstawie solidnych badań pokazuje, że wbrew logice kapitalizmu, globalizacji, liberalizacji, spadku znaczenia własności publicznej – a więc trendów kształtujących rzeczywistość społeczną przez ostatnie dekady – rola kapitału będącego w rękach państw jednak rośnie. Dzieje się tak dzięki wzrostowi znaczenia wielkich firm państwowych, ale także państwowych funduszy majątkowych (PFM), czyli rządowych albo kontrolowanych przez władze funduszy inwestycyjnych. I na nich skupia się autor, biorąc na warsztat podmioty z trzech krajów o odmiennych ustrojach, kulturach politycznych i strategiach polityki zagranicznej: z Rosji, Chin i Norwegii. Każdy z nich nieco inaczej zarządza swymi funduszami i inaczej używa ich w celach politycznych.
Warto odnotować, że o ile w 2007 r. globalna wartość PFM była szacowana na około 3 bln dol., to w 2016 r. wyniosła już ponad 7 bln. Ich listę rankingową otwiera norweski Government Pension Fund Global (848 mld dol. zasobów w 2016 r.), a zaraz za nim plasują się China Investment Corporation (814 mld) i Abu Dhabi Investment Authority ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich (792 mld). Rządowe, chińskie fundusze inwestycyjne łącznie przekraczają 1,5 bln dol., te z głównych krajów rejonu Zatoki Perskiej zbliżają się do 3 bln.
Rosja z około 200 mld, którymi dysponują jej fundusze majątkowe, wygląda na tym tle dość ubogo. I tak też spadkobierczyni imperium Romanowów sytuuje się na mapie potęg współczesnego świata, co autor brutalnie sygnalizuje, odwołując się choćby do przebiegu polityczno-gospodarczego starcia z Chińczykami przy budowie infrastruktury gazowej na Syberii. Rosyjskie PFM, bardzo zresztą nietransparentne w swoich wewnętrznych strukturach i procedurach, są jednak niezwykle ofensywnie używane do celów politycznych, szczególnie w przestrzeni postsowieckiej. Klasycznym przykładem są tu naciski na Ukrainę z okresu sprzed upadku Janukowycza. Na specyficznym – i również ubogim – rynku krajów Wspólnoty Państw Niepodległych instytucje takie jak National Welfare Fund, Reserve Fund czy Russian Direct Investment Fund, kontrolowane przez Kreml i służby specjalne, okazują się i tak dogodniejszym narzędziem realizacji hegemonicznych interesów Moskwy niż armia.
Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP