Szymielewicz: UODO nie w rękach polityka [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
31 marca 2019, 19:02
dane osobowe
dane osobowe/ShutterStock
Państwo to ludzie. Polska konstytucja nie jest pod tym względem oryginalna: opiera się na zasadzie trójpodziału władzy między instytucjami, ale kierowanie nimi oddaje w ręce prezesów, marszałków, prezydentów. Żadna instytucja nie działa mechanicznie, żadne przepisy nie stosują się bezpośrednio – zawsze po drodze jest człowiek. Słabe ogniwo. Ale, mimo eksperymentów ze sztuczną inteligencją – która ma być wolna od naszych ułomności i uprzedzeń – jeszcze nie wynaleźliśmy nic lepszego.

Konstytucja, która oddaje władzę nad ludźmi w ręce innych ludzi, stawia tym drugim spore wymagania. Przynajmniej na papierze. Zazwyczaj muszą zostać wybrani przez innych, a więc muszą być w stanie kogoś do siebie przekonać. Muszą też spełnić określone kryteria: mieć wyższe wykształcenie, wybitną wiedzę w swojej dziedzinie, osiągnięcia zawodowe. Te kryteria mają być probierzem inteligencji, pracowitości, rzetelności – bo, przynajmniej w teorii, człowiek pozbawiony tych cech nie powinien awansować. A skoro awansował, to można mu powierzyć odpowiedzialne zadania. Na czymś musimy się oprzeć. Więc polegamy na dyplomach, listach publikacji, sile nazwiska i oddanych na to nazwisko głosach wyborców.

Co się dzieje, kiedy te założenia przestają działać? Kiedy dyscyplina partyjna sprawia, że nikogo do niczego nie trzeba już przekonywać, bo kandydatów na stanowiska wskazuje lider rządzącego ugrupowania? Kiedy merytoryczne kryteria przestają być respektowane albo niewiele znaczą, bo za dyplomem uczelni albo listą publikacji nie stoi inteligencja ani ciężka praca? Wtedy tracimy oparcie. Podejmujemy decyzje cynicznie, dystansując się do wymagań, które ludziom władzy stawia prawo. Oparcie tracą też ci, którzy walczą o politycznie obsadzane stanowiska. Bo jeśli drogą do władzy jest dobry PR, to przewagę dają pieniądze, nie osobiste przymioty. Partia zawsze będzie w stanie zmobilizować więcej środków niż jednostka, więc jednostce opłaca się być posłuszną. W miejscu, w którym zaczyna się taka kalkulacja, kończy się niezależność.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj