Autobiograficzna proza Alexa Kerra to opowieść o powolnym wtapianiu się Amerykanina w orientalną rzeczywistość.
Alex Kerr, syn oficera amerykańskiej marynarki wojennej, trafił po raz pierwszy do Japonii jako 12-latek, w 1964 r., gdy jego ojca skierowano na służbę do Yokohamy. Nic w tym nadzwyczajnego – Amerykanie stacjonują tam do dziś. Ciekawa historia zaczyna się potem: Kerr studiuje japonistykę na uniwersytecie Yale i w Tokio, następnie sinologię na Oxfordzie, a w połowie lat 70. wraca do Japonii, by zostać tam praktycznie na resztę życia (obecnie mieszka również w Bangkoku).
W Japonii szuka swojego miejsca, ale ciągnie go ku tradycji – angażuje się w renowację dawnej wiejskiej architektury, rozpoczyna karierę kolekcjonera klasycznych dzieł sztuki, osiada w domu na terenie szintoistycznej świątyni, dzięki znajomościom poznaje zamknięte środowisko aktorów teatru kabuki. W latach 80. pracuje jako biznesmen w branży budowlanej, przedstawiciel wielkiej amerykańskiej korporacji na rynku japońskim – to doświadczenie przynosi mu pieniądze, ale też insiderską wiedzę o osobliwościach kapitalizmu w Kraju Kwitnącej Wiśni. Od lat 90. dzieli swój czas między Japonię a Tajlandię, handlując sztuką, a także prowadząc działalność konserwatorską (renowacja starych domów) i edukacyjną (wspieranie dawnych rzemiosł).

Rozwój, kryzys, stagnacja

Kerr to człowiek instytucja, ustosunkowany członek japońskiej elity kulturalnej, zarazem „swój” i „obcy”. Tę szczególną pozycję wykorzystał, pisząc – po japońsku i dla japońskiego czytelnika – „Japonię utraconą”, rzecz o tym, jak kraj popadł w tożsamościowy kryzys, wyrzekłszy się swojej tradycji. Rzecz ukazała się w 1993 r., w rok później Kerr dostał, jako pierwszy obcokrajowiec w historii, nagrodę Shincho Gakugei za najlepszą książkę non-fiction.
Reklama
Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP