"Gruntowna nowelizacja Kodeksu postępowania karnego zlikwiduje absurdalne procedury, jak np. odczytywanie wyroków przy pustej sali. W Sądzie Rejonowym w Ciechanowie sędzia ogłaszał wyrok 13 godzin i 55 minut, a na sali nikogo nie było" - podawał w lutym br. resort sprawiedliwości, gdy projekt trafiał do Sejmu.

Kwestia konieczności uproszczenia procedur stała się głośna w mediach przed dwoma tygodniami, gdy Sąd Okręgowy w Gdańsku rozpoczął ogłaszanie wyroku w trwającym od ponad trzech lat procesie ws. afery finansowej Amber Gold. Sąd uznał Marcina P. i jego żonę Katarzynę P. winnymi oszustwa i prowadzenia tzw. piramidy finansowej.

Odczytywanie tego wyroku potrwa jednak prawdopodobnie kilka miesięcy. W ramach orzeczenia sąd zaczął bowiem odczytywać nazwiska wszystkich osób pokrzywdzonych przez Amber Gold, których według aktu oskarżenia jest ok. 18,5 tys. Posiedzenia sądu, na których odczytywane są kolejne nazwiska pokrzywdzonych wraz z innymi danymi, odbywają się nawet cztery razy w tygodniu.

Oskarżający w tej sprawie prok. Tomasz Janicki wyjaśniał, że sąd musi odczytać nazwiska wszystkich pokrzywdzonych dlatego, że dokonał kosmetycznej modyfikacji opisu czynu popełnionego przez oskarżonych. "Sąd odczytuje nazwiska pokrzywdzonych przyporządkowując numery umów depozytów towarowych do poszczególnych osób i kwoty szkody. Przyjmując to tempo ogłaszania wyroku, z uwzględnieniem odczytania nazwisk wszystkich pokrzywdzonych, można przyjąć, że w zakresie tylko i wyłącznie pierwszego czynu z aktu oskarżenia ogłaszanie wyroku może trwać ok. trzech miesięcy, jeżeli rozprawy będą odbywały się po cztery dni w tygodniu" - oceniał prokurator.

Remedium na przyszłe takie sytuacje ma być jeden z przepisów proponowanych w obszernym projekcie. Zgodnie z regulacją, która miałaby zostać dodana do Kpk "jeżeli ze względu na obszerność wyroku jego ogłoszenie wymagałoby zarządzenia przerwy lub odroczenia rozprawy, przewodniczący, ogłaszając wyrok, może poprzestać na zwięzłym przedstawieniu rozstrzygnięcia sądu oraz zastosowanych przepisów ustawy karnej". "Przed ogłoszeniem wyroku przewodniczący uprzedza obecnych o takim sposobie ogłoszenia wyroku i o jego przyczynie oraz poucza o możliwości zapoznania się z pełną treścią wyroku po jego ogłoszeniu w sekretariacie sądu" - dodano w tym przepisie.

Jak wskazano w uzasadnieniu, w przepisie tym chodzi właśnie o zdarzające się w praktyce sądowej "sprawy wieloosobowe i wieloczynowe, w których rozstrzygnięcie sądu, nie mówiąc już o przytoczeniu zarzutów oskarżenia, jest tak obszerne, że zajmuje na piśmie wiele dziesiątek stron".

Skierowany w połowie marca br. do prac w podkomisji ds. nowelizacji prawa karnego projekt zakłada także m.in., że sędziowie nie będą ogłaszać wyroków i postanowień na posiedzeniu, na które nikt się nie stawił. Ponadto propozycja zakłada, że uzasadnienia wyroków będą sporządzane na specjalnym formularzu, według ściśle określonych zasad. Dzięki temu - jak tłumaczy Ministerstwo Sprawiedliwości - staną się zrozumiałe i przejrzyste.

Kontrowersje budzi natomiast inna z proponowanych zmian, która ma m.in. ukrócić "kombinacje ze zwolnieniami lekarskimi" powodującymi wydłużanie się postępowań w sądach. "Sąd wyznacza termin rozprawy, na który przyjeżdżają liczni świadkowie czy biegli, nieraz z odległych miejscowości, a nawet z zagranicy. Na rozprawie obrońca nieoczekiwanie składa zwolnienie lekarskie oskarżonego. Uniemożliwia to prowadzenie rozprawy, zmusza świadków do ponownego przyjazdu. Sąd musi wyznaczyć kolejną czasochłonną rozprawę, a budżet państwa wykłada pieniądze na zwrot kosztów dojazdu, noclegów i utraconego zarobku świadków czy biegłych" - wskazywało MS.

"To dziś częsta metoda obstrukcji sądowej, na której korzystają przestępcy i ich nieetyczni przedstawiciele procesowi. Po reformie taki proceder zostanie zdecydowanie ukrócony. Bez względu na przyczynę nieobecności stron będzie można przesłuchać świadków i przeprowadzić inne dowody zaplanowane na dany termin rozprawy" - proponuje resort.

Takie rozwiązanie krytykowała w czasie debaty sejmowej opozycja. "Chcecie pozbawić oskarżonych możliwości obrony. To jest rzecz kuriozalna, bo to się nie ostanie w żadnym europejskim sądzie" - odnosił się do tych propozycji Robert Kropiwnicki (PO-KO). Wskazywał, że "oskarżony musi mieć prawo zapoznania się z dowodami, które są przeciw niemu przedstawiane (...) prowadzenie dowodów bez oskarżonego prowadzi donikąd".

W projekcie zapisano też, że sędziowie nie będą musieli wymieniać na rozprawach wszystkich protokołów i dokumentów będących dowodami. "Nowy przepis zakłada, że z chwilą zamknięcia przewodu sądowego wszystkie protokoły i dokumenty będące dowodami uznaje się za ujawnione bez odczytywania" - tłumaczy resort.

Projekt zakłada też, że wniosek dowodowy (np. dokument, powołanie świadka) złożony po terminie będzie co do zasady odrzucony.

Proponowane zmiany przewidują też rezygnację z niepotrzebnych przesłuchań. Jak wskazało MS, obecnie poważnym obciążeniem dla policji i prokuratury w dochodzeniach i śledztwach jest konieczność przesłuchiwania wszystkich pokrzywdzonych w sprawach dotyczących setek, a nawet tysięcy osób. Chodzi tu o sprawy oszustw internetowych, piramid finansowych, lichwiarzy czy wprowadzenia do sprzedaży całej serii wadliwych towarów. Projekt zakłada, że sąd będzie mógł zaniechać bezpośredniego przesłuchania świadków, o których wiadomo, że nie wniosą do sprawy nic istotnego.

Jednocześnie - według MS - reforma ma wzmocnić rolę sądów apelacyjnych, które będą mogły samodzielnie zaostrzyć karę poprzez wymierzenie dożywotniego pozbawienia wolności. Obecnie najwyższa kara, jaką może wymierzyć SA, to 25 lat pozbawienia wolności, a jeżeli uzna za zasadne orzeczenie kary dożywocia, może jedynie skierować sprawę do ponownego rozpatrzenia przez sąd I instancji.

>>> Czytaj też: KGP: mamy rozwiązania prawne pozwalające na karanie kierujących hulajnogami