Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro rękami Trybunału Konstytucyjnego w cyniczny sposób wyrugował przepis, który dawał namiastkę ochrony ze strony państwa mniejszościom dyskryminowanym w dostępie do usług. To nic, że na podstawie tego paragrafu można było skazywać za nierówne traktowanie ze względu na wiek, niepełnosprawność czy status materialny, skoro był on obarczony nieusuwalną wadą: nadawał się także do ochrony mniejszości seksualnych. Wszystko oczywiście w imię ochrony praw i wolności. Szkoda, że tylko jednej strony umowy. Tej silniejszej.

W nieszczęściu związanym ze środowym wyrokiem TK nie chodzi o samą treść rozstrzygnięcia, lecz o to, że w ogóle ono zapadło. A mówiąc bardziej precyzyjnie: o to, że art. 138 kodeksu wykroczeń został przez prokuratora generalnego w ogóle zaskarżony. Muszę tu zastrzec, że wcale nie jestem przekonany, czy penalizowanie nieuzasadnionej odmowy świadczenia usług (choć tylko na gruncie kodeksu wykroczeń) jest najlepszym rozwiązaniem. Jednak usunięcie spornego przepisu decyzją TK jest rozwiązaniem jeszcze gorszym. Po pierwsze – niczego to nie załatwia, po drugie – generuje kolejne problemy, wreszcie po trzecie – zamiast łagodzić konflikty, prowadzi tylko do dalszej antagonizacji wystarczająco już podzielonego społeczeństwa.

Ale zacznijmy od początku. Nie byłoby całej sprawy, gdyby nie głośny przypadek pracownika jednej z łódzkich drukarni, który odmówił zrobienia roll-upu dla organizacji wspierającej prawa osób LGBT. Odmowę wykonania usługi uzasadniał wolnością sumienia i przekonaniami religijnymi. Sąd nie uznał tych tłumaczeń i orzekł, że mężczyzna jest winny popełnienia wykroczenia. Sprawa trafiła aż do Sądu Najwyższego, który utrzymał wyrok stwierdzający winę (bez nakładania kary).

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP