Protesty w Moskwie to zagrożenie dla władzy. Opozycjoniści traktowani jak "podżegacze"

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 sierpnia 2019, 10:21
Protesty w Moskwie
Protesty w Moskwie/PAP
Niemieckie media w poniedziałkowych komentarzach na temat sobotnich demonstracji w stolicy Rosji zgodnie oceniają, że protesty mogą stanowić zagrożenie dla prezydenta Władimira Putina, co tłumaczy brutalność, z jaką władze traktują protestujących.

"Protesty są klasyfikowane przez władze jako +masowe zamieszki+. Niektórzy opozycjoniści zostali wytypowani jako rzekomi podżegacze. Grożą im wieloletnie kary więzienia. Przesłanie skierowane do wszystkich Rosjan jest jasne: nie bierzcie udziału w protestach, na które nie została udzielona zgoda" - opisuje sytuację w Moskwie lewicowo-liberalny dziennik "Sueddeutsche Zeitung".

Zdaniem monachijskiej gazety strategia Kremla może odnieść sukces. Masowe zaangażowanie policji i konsekwencje prawne grożące demonstrantom wyraźnie zwiększają ryzyko udziału w akcjach nieposłuszeństwa.

"Rosyjska władza doskonale pamięta, co działo się, kiedy dochodziło do poluzowania śruby, jak za Michaiła Gorbaczowa czy zimą 2011/2012. Ludzie nabierali pewności siebie i wychodzili na ulice. Właśnie temu Kreml chce za wszelką cenę zapobiec" - uważa "SZ".

Podobną opinię prezentuje "Frankfurter Rundschau", którego zdaniem władza chce ugasić zarzewie pożaru, dopóki przeciwko reżimowi buntują się małe grupki ludzi w kraju.

"Ich motywy są nadal bardzo różne: młoda inteligencja z wielkich miast domaga się swoich praw obywatelskich, podczas gdy ludziom na prowincji chodzi o dach nad głową i chleb. Największym zmartwieniem Kremla jest to, by nie dopuścić, by te iskry połączyły się w pożar" - tłumaczy gazeta.

Prawicowy "Frankfurter Allgemeine Zeitung" nie jest przekonany, że reżimowi uda się opanować sytuację. "Niezadowolenie Rosjan powoduje fakt, że opozycja ma duże możliwości mobilizacji ludzi. Beznadzieja, brak perspektyw, arbitralność i bezczelność policyjnego państwa Putina są coraz większe. Instytucje nie mają żadnego autorytetu. Dlatego niezadowoleni wywierają presję na ulicy i w internecie. Decydują się na konfrontację z systemem. To właśnie system zmusza ich do takich działań" - konstatuje dziennik.

Ministerstwo spraw zagranicznych Niemiec zażądało w niedzielę uwolnienia setek demonstrantów, którzy zostali zatrzymani dzień wcześniej w Moskwie. Domagali się oni dopuszczenia kandydatów opozycji do startu we wrześniowych wyborach lokalnych w rosyjskiej stolicy.

Podczas demonstracji w Moskwie zatrzymano prawie 830 osób. Zarzuca się im głównie naruszenie przepisów o masowych protestach i niepodporządkowanie się poleceniom funkcjonariuszy policji. Przewidziane w takich przypadkach kary to grzywny i areszt do piętnastu dób.

Według relacji świadków protest był spokojny. Mimo to funkcjonariusze policji i Gwardii Narodowej zachowywali się brutalnie.

>>> Czytaj też: Nadchodzi kres złotej ery Hongkongu

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Tematy: Rosjaświat
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj