Trwające od kilku miesięcy antyrządowe protesty pogrążyły Hongkong w największym kryzysie politycznym od jego przyłączenia do ChRL w 1997 roku. Chiny zaostrzają retorykę i zgromadziły przy granicy z Hongkongiem duże siły paramilitarne, co wzmaga obawy, że mogą się zdecydować na zbrojną interwencję.
Według związanego z Komunistyczną Partią Chin anglojęzycznego propagandowego dziennika „Global Times” pacyfikacja protestów przy użyciu wojska jest możliwa, ale nie będzie przypominała wydarzeń z 1989 roku, ponieważ rząd dysponuje obecnie bardziej zaawansowanymi metodami niż 30 lat temu.
„Incydent w Hongkongu nie będzie powtórką z . Waszyngton nie będzie mógł zastraszać Chin, wykorzystując zamieszanie sprzed 30 lat. Chiny są o wiele silniejsze i dojrzalsze, a ich zdolność do radzenia sobie ze skomplikowanymi sytuacjami znacznie się podniosła” - twierdzi dziennik.
Komunistyczne władze Chin nigdy nie wzięły na siebie odpowiedzialności za wydarzenie, które przeszło do historii jako masakra na placu Tiananmen, i do dziś stanowczo cenzurują wszelkie informacje na jego temat. Zwalczają również wszelkie próby upamiętniania tego wydarzenia i jego ofiar, których oficjalnej liczby nigdy nie ogłoszono. Według niezależnych szacunków zginęło wówczas kilkaset, a nawet dwa tysiące osób.
„Pekin nie zdecydował się jeszcze na , by stłumić zamieszki w Hongkongu, ale taka opcja jest wyraźnie do jego dyspozycji. Zgromadzenie Zbrojnej Policji Ludowej w Shenzhen to jasne ostrzeżenie dla uczestników zamieszek w Hongkongu” - napisano w artykule redakcyjnym. Dziennik wyraził przy tym nadzieję, iż „społeczeństwo Hongkongu zda sobie sprawę, że Waszyngton próbuje zrujnować to miasto”.
na granicy administracyjnej z Hongkongiem. Według większości komentatorów ich obecność jest na razie tylko pokazem siły, obliczonym na wystraszenie demonstrantów i przekonanie ich do rezygnacji z ich pięciu postulatów, w tym żądania powszechnych, demokratycznych wyborów władz Hongkongu.
, natomiast uczestnicy ruchu antyrządowego i opozycja demokratyczna sprzeciwiają się takiej klasyfikacji. Wśród pięciu postulatów zgłaszanych przez demonstrantów jest wycofanie tego określenia, uwolnienie wszystkich osób zatrzymanych w związku z protestami oraz wszczęcie niezależnego śledztwa w sprawie działań policji.
Pierwotną przyczyną kryzysu był zgłoszony przez władze Hongkongu , która umożliwiłaby m.in. transfer podejrzanych do Chin kontynentalnych. Początkowo krytycy projektu wyrażali swój sprzeciw w masowych, pokojowych marszach. W jednym z nich przeszły według organizatorów prawie dwa miliony osób. Nie przekonało to jednak władz do wycofania projektu, choć w czerwcu, po pierwszych brutalnych starciach demonstrantów z policją, prace nad nim zostały bezterminowo zawieszone.
>>> Czytaj też: Trump oczekuje od Chin "humanitarnego" potraktowania Hongkongu. Lam wyklucza ustępstwa
