Szwajcarzy należą do najbogatszych na świecie. Jednocześnie wielu z nich zagrożonych jest biedą. To głównie skutek wysokich cen i opłat, a nie nominalnych dochodów.

Według szacunków banku Credit Suisse, Szwajcarię zamieszkuje przynajmniej 2650 ultra-bogatych osób, dysponujących majątkiem o równowartości przynajmniej 50 mln dolarów. Do klubu posiadaczy minimum 1 mln dolarów zaliczyć można nawet pół miliona mieszkańców alpejskiego kraju. Biorąc pod uwagę wielkość szwajcarskiej populacji (8,4 mln mieszkańców), to najwyższy wskaźnik na świecie. Przeciętna fortuna Szwajcara w zeszłym roku opiewała na sumę prawie 530 tys. franków. Przeciętna to jednak miara bardzo myląca. Prawie 20 proc. Szwajcarów zarabia pięć razy więcej niż 20 proc. najmniej zamożnych osób, podobnie jak w wielu państwach rozwiniętych. Szwajcarski Federalny Urząd Statystyczny uznaje 57,5 proc. populacji za średniozamożnych, czyli uzyskujących dochód miedzy 70 a 150 proc. mediany dochodów (wartości środkowej), która wynosi ponad 6500 franków, to jest ponad 25 tys. złotych uwzględniając wrześniowy kurs helweckiej waluty. Dla Szwajcara nie są to jednak kokosy. Po opłaceniu kosztów mieszkania, ubezpieczeń społecznych, zdrowotnych oraz podatków i kosztów życia, pozostaje średnio 15 proc. dochodu brutto na ekstra wydatki lub oszczędności. Osoby z dochodem brutto poniżej 5 tys. CHF na te ostatnie raczej nie stać. Dochód rozporządzalny w Szwajcarii, pozostający do dyspozycji po uiszczeniu wszystkich wymaganych opłat, w roku 2017 był jednak pod względem wartości drugi, po Luksemburgu, w Europie. Z jednej strony w przypadku 10 proc. dorosłych mieszkańców było to mniej niż 26 330 franków rocznie, z drugiej - w przypadku 10 proc. najbogatszych więcej niż 92 100 franków rocznie. Średnio na Szwajcara przypadało więc nieco ponad 50 tys. franków. W Polsce o każdej z tych kwot można tylko pomarzyć, bo może dotyczyć najwyżej 1-2 procenta osób.

Szwajcaria jest jednocześnie najdroższym krajem na naszym kontynencie. Żywność kosztuje 1,64 razy więcej niż przeciętnie w Unii Europejskiej. Relatywnie taniej wypada mleko, sery i jajka – 1,35 razy więcej niż średnia europejska, bardziej dostępny jest alkohol i tytoń – 1,2 razy droższy niż średnio na całym kontynencie. Najmniej dostępne w Szwajcarii są wyroby mięsne – kosztują średnio 2,3 razy więcej niż w UE. Może dlatego ich konsumpcja jest relatywnie niska – tylko 52 kilogramy na osobę, kiedy w Polsce jest to o 30 kg więcej. U nas i w Rumunii jego ceny są najniższe (63 proc. średniej unijnej), a najwyższe są w Austrii (46 proc. wyższe od średniej w UE). Wielkość spożycia mięsa jednak już dawno przestała być miarą dobrobytu. Średnia roczna konsumpcja w UE to 63 kilogramy na osobę.

Istotną i obowiązkową pozycją w portfelu Helwetów, niezależną od statusu materialnego są ubezpieczenia zdrowotne. W 2016 roku stanowiły one 6,2 proc. wartości dochodu gospodarstw domowych. Niemal połowa Szwajcarów ubiega się o wsparcie w ich opłacaniu. Dostarczają go głównie kantony z pomocą budżetu federalnego. Kantony nakładają jednak na mieszkańców również szczególne obciążenia, na przykład za odmowę pracy w ochotniczej straży pożarnej. Od nich zależy też poziom podatków – w przypadku pensji w wysokości 100 tys. CHF rocznie, w kantonie Zug wynoszą one 8 proc. a w Bazylei aż 25 proc. Generalnie jednak Szwajcaria ma niższy poziom danin niż średnia europejska.

>>> Czytaj też: Polska jak Szwajcaria. Oto mapa nierówności dochodowych w Europie

Mimo postrzegania Szwajcarii jako jednego z najbogatszych państw świata, zakres biedy w tym kraju rośnie. Ubóstwem określa się tu sytuację, gdy czteroosobowa rodzina otrzymuje dochód poniżej 3990 CHF miesięcznie, a osoba samotna 2260 franków – liczba takich osób w latach 2016-2017 wzrosła o niemal 10 proc. co oznaczało, że 8,2 proc. populacji uznano za osoby biedne (ok. 315 tysięcy). Co dwunasty dorosły Szwajcar jest więc biedny. Co więcej, kolejne 15 proc. ludności uznano za zagrożonych ubóstwem. W przypadku osób samotnych progiem rocznych dochodów było tu 30 tys. CHF. Kolejną kategorią obywateli zagrożonych biedą były rodziny niepełne, o niskim poziomie wykształcenia i bezrobotni. Nawet zatrudnienie nie gwarantowało wystarczających dochodów, bo co dziesiąte stanowisko pracy uznawane jest za nisko płatne. Warto tu zaznaczyć, że według danych OECD prawie 80 proc. Szwajcarów w wieku produkcyjnym pracuje – w Polsce wskaźnik aktywności zawodowej to około 55 proc. (zgodnie z metodologią Eurostatu 67 proc.).

Według standardów unijnych za osoby zagrożone ubóstwem uznaje się takie jednostki, których wynagrodzenie jest niższe od 60 proc. mediany zarobków. Z danych Eurostatu wynika, że przeciętnie w Europie 16,9 proc. osób nie osiąga takich dochodów. W przypadku Serbii to 25,7 proc., Czech zaledwie 9,1, a Niemiec 16,1 proc. Paradoksalnie, zgodnie z przyjętą metodologią, w Szwajcarii i Polsce ( w naszym kraju mediana zarobków to ponad 3500 PLN brutto na koniec 2018 roku) zagrożona biedą jest podobna cześć populacji – odpowiednio 15,5 i 15 procent. Co więcej, uwzględniając parytet siły nabywczej (i bez kosztów najmu mieszkania), Szwajcaria jest po Luksemburgu krajem z największym w Europie odsetkiem osób samotnych zagrożonych biedą. Nic dziwnego więc, że w dostatniej wydawałoby się Szwajcarii 3,5 proc. populacji utrzymuje się z zasiłków społecznych. Osoby takie otrzymują średnio miesięcznie ok. 1000 franków, zależnie od kantonu, z przeznaczeniem na podstawowe potrzeby życiowe (żywność, ubrania, higiena, transport). Wydatki na lokum i ubezpieczenia zdrowotne są przedmiotem osobnych świadczeń. Wysoki koszt tych ostatnich jest przedmiotem krytyki, gdyż gwarantowane ubezpieczeniem świadczenia obejmują takie pozycje jak homeopatia, akupunktura, chiński masaż czy wręcz leczenie negatywnych skutków chirurgii estetycznej, bez których osoby biedniejsze mogłyby się swobodnie obejść.

Młodsi Szwajcarzy mają szansę na poprawę statusu materialnego, bo niektóre wyludniające się gminy oferują premie za osiedlenie się w nich. Grossdietwil, wiejska gmina, oddalona o godzinę drogi od Lucerny, proponuje mieszkanie i 1500 CHF dla osób do 30-tki, dla których byłoby to pierwsze lokum. Albinen, wioska z 200 mieszkańcami, oferuje 25 tys. franków dorosłym poniżej 45. roku życia i 10 tys. CHF na dziecko, pod warunkiem zainwestowania 200 tys. franków we własną, lokalną nieruchomość.

Bycie biednym w Szwajcarii może być stresujące, bieda jest jednak czymś względnym – w Rosji na przykład 12 proc. ludności musi żyć miesięcznie za kwotę niższą niż równowartość 200 franków szwajcarskich. Z drugiej strony, według badań funduszu inwestycyjnego Black Rock, dla 55 proc. Szwajcarów sytuacja finansowa jest ciągle głównym przedmiotem ich zmartwień.

>>> Czytaj też: Szumlewicz: Biedni będą jeszcze biedniejsi [OPINIA]