W Hongkongu postawiono pierwsze zarzuty o złamanie zakazu noszenia masek

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 października 2019, 12:41
Władze Hongkongu postawiły w poniedziałek dwóm pierwszym osobom zarzuty złamania wprowadzonego w sobotę zakazu zakrywania twarzy podczas demonstracji. Miasto wciąż jest częściowo sparaliżowane po trzech dniach gwałtownych protestów przeciwko temu zakazowi.

18-letni mężczyzna i 38-letnia kobieta, oskarżeni również o udział w nielegalnym zgromadzeniu, zostali zwolnieni za kaucją. Do kolejnej rozprawy, wyznaczonej przez sąd na 18 listopada, nie mogą opuszczać Hongkongu i muszą wracać do domów o określonej godzinie.

W poniedziałek tylko częściowo funkcjonuje hongkońskie metro, które było jednym z celów ataków protestujących w ciągu ostatnich kilku dni. Demonstranci niszczyli i podpalali stacje oraz sklepy, oddziały banków i kawiarnie związane z Chinami kontynentalnymi lub z osobami, które publicznie potępiały trwające od czerwca prodemokratyczne protesty.

Szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam wprowadziła zakaz zakrywania twarzy, korzystając z wprowadzonych w czasach kolonialnych i niestosowanych od ponad pół wieku regulacji kryzysowych. Przyznają jej one rozległe uprawnienia, w tym do dowolnego uchwalania i zmiany praw, w „sytuacjach kryzysowych lub zagrożenia publicznego”. Za zakrywanie twarzy podczas publicznych zgromadzeń grozi do roku więzienia lub grzywna.

W niedzielę dziesiątki tysięcy osób w maskach na twarzach przeszły w pokojowej manifestacji przeciwko korzystaniu przez władze z regulacji kryzysowych. Policja użyła gazu łzawiącego i pałek, by rozgonić demonstrację, co doprowadziło do kolejnej eskalacji przemocy i starć ulicznych - podała agencja Reutera.

Zakaz zakrywania twarzy poparła większość propekińskich posłów lokalnego parlamentu oraz rząd centralny ChRL. Lam twierdziła, że będzie on odstraszał zamaskowanych demonstrantów od popełniania aktów przemocy i wandalizmu oraz pomoże przywrócić spokój w społeczeństwie.

Nowy przepis krytykowała natomiast opozycja demokratyczna, obrońcy praw człowieka i ONZ, a jego wprowadzenie wywołało gwałtowne protesty Hongkończyków. Ostatni brytyjski gubernator Hongkongu Chris Patten ocenił, że Lam „musiałaby być szalona”, by wprowadzić ten zakaz, jeśli nie została do tego przymuszona. Potępił przemoc oraz sposób działania hongkońskiej policji i wezwał władze do dialogu z protestującymi.

W ubiegłym tygodniu funkcjonariusze postrzelili ostrą amunicją dwóch uczestników demonstracji. We wtorek w czasie starć jeden z policjantów strzelił w klatkę piersiową 18-letniego demonstranta, a w sobotę funkcjonariusz w cywilu ranił w nogę 14-latka. 18-latek został oskarżony o udział w zamieszkach i napaść na policjanta, a 14-latek jest o oba te przestępstwa podejrzewany.

Lam obiecała niedawno, że wycofa kontrowersyjny projekt umożliwienia ekstradycji do Chin kontynentalnych, który był bezpośrednią przyczyną trwających protestów. Nie przychyliła się jednak do żadnego z pozostałych postulatów protestujących. Żądają oni między innymi demokratycznych wyborów władz regionu oraz niezależnego śledztwa w sprawie działań rządu i policji, którą oskarżają o brutalność.

Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj