Bezprawny handel czworonogami w UE rośnie, stając się źródłem dochodów dla przestępczości zorganizowanej. Wykorzystuje ona rozbieżności w przepisach poszczególnych państw i działa bezkarnie w przeświadczeniu, że klient i tak nie zgłosi sprawy do sądu. Nielegalni hodowcy tną koszty, narażając psy i koty na głód, brud, zimno i choroby. Sprzedają je zwykle w bardzo złym stanie. Proceder ten zagraża zdrowiu ludzi – zwiększa ryzyko zarażenia 40 różnymi chorobami odzwierzęcymi (ze wścieklizną na czele) oraz pasożytami. Uszczupla też wpływy podatkowe i ogranicza konkurencję.

Unijne „nie” dla nielegalnych hodowli

Przyjęta przez PE rezolucja w szczególny sposób odnosi się do coraz popularniejszego handlu zwierzętami w sieci. Wskazuje, że podstawowym problemem jest tu fałszowanie paszportów czworo nogów, w czym często biorą udział lekarze weterynarii. Choć identyfikacja i rejestracja są kluczowe dla humanitarnego zarządzania populacją psów i kotów bez ich uśmiercania, w państwach członkowskich wiele z nich wciąż pozostaje poza rejestrami. Konieczny jest zatem zharmonizowany, ogólnounijny system identyfikacji i ewidencji zwierząt, którym wszczepiano by mikroprocesory. W rejestrze musiałyby się znaleźć również dane hodowców, sprzedawców, przewoźników, właścicieli czworonogów, a także badających je weterynarzy. System ten musiałby być też powiązany z paszportami weterynaryjnymi.

Parlament Europejski wezwał Komisję Europejską do złożenia odpowiedniego wniosku legislacyjnego w tej sprawie. Komisja miałaby też przygotować międzysektorowy plan działania Unii w celu zapobiegania nielegalnemu handlowi zwierzętami, uwzględniając nie tylko stanowisko parlamentu, ale także państw członkowskich, służb weterynaryjnych, lekarzy weterynarii i organizacji pozarządowych. Niezbędne jest także wypracowanie jednolitej unijnej definicji pseudohodowli. Państwa członkowskie muszą zaś zapewnić lepsze egzekwowanie przepisów i kontrolę ich przestrzegania.

Potrzebne czipowanie i odpowiednie rejestry

– Parlament Europejski niestety niewiele może, bo nie ma inicjatywy ustawodawczej. Mam jednak nadzieję, że apel okaże się skuteczny i KE podejmie odpowiednie kroki – stwierdza Jarosław Sachajko, wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi.

Poseł dodaje, że liczy na uregulowanie tych kwestii w polskim prawie jeszcze w tej kadencji Sejmu. – Pseudohodowle nie powinny istnieć, bo tracą na tym wszyscy, a zyskują tylko mafie i to im zależy, aby ta kwestia była nieuregulowana – mówi.

Podkreśla, że projekty w tej sprawie pojawiają się od lat.

– Taka regulacja musiałaby zakładać obowiązkową rejestrację, czipowanie oraz sterylizację psów i kotów. Gdyby ktoś chciał prowadzić hodowlę, musiałby uzyskać pozwolenie, a zwierzęta niewysterylizowane trafiałyby do oddzielnego rejestru. Hodowle muszą też być pod stałym nadzorem lekarza weterynarii, który mógłby w każdej chwili sprawdzić, w jakich warunkach trzymane są zwierzęta – podsumowuje Jarosław Sachajko.

Za wprowadzeniem systemu czipowania i rejestracji zwierząt opowiada się od lat Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna. Uważa, że jest to szansa na uregulowanie kwestii bezdomności czworonogów.

– Do tej pory nie docierały do nas sygnały o nieprawidłowościach w wydawaniu paszportów dla zwierząt towarzyszących – mówi Witold Katner, rzecznik prasowy izby.

Tłumaczy, że lekarzowi weterynarii, który brałby udział w takim procederze, grożą odebranie prawa do wydawania paszportów i postępowanie przed rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej.

W Polsce jest wiele do zrobienia

W naszym kraju rejestracji nie podlegają nie tylko zwierzęta domowe (w przeciwieństwie do gospodarskich), lecz także same (pseudo)hodowle. Są one zwykle prowadzone jako działalność rolna, nie podlegają więc kontroli urzędów skarbowych. Ponieważ nie figurują w rejestrach jako gospodarstwa rolne, Inspekcja Weterynaryjna też ich nie sprawdza.

– Częściowo to wynik braku woli inspekcji, a częściowo braku możliwości. Nie ma po prostu dostatecznej liczby inspektorów. Do tego nawet gdyby inspekcja wykryła nieprawidłowości, nie ma miejsc, gdzie mogłaby umieścić odebrane zwierzęta. Dlatego walka z pseudohodowlami spoczywa głównie na barkach organizacji pozarządowych. Proponowaliśmy na przykład włączenie hodowli zwierząt domowych do działalności gospodarczej, żeby skarbówka mogła kontrolować chociażby liczbę sprzedawanych zwierząt – mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva zajmującej się ochroną praw zwierząt.

Na razie jesteśmy skazani na szacunki, które są bardzo nieprecyzyjne. Według danych przywołanych w rezolucji, co miesiąc między państwami UE sprzedaje się 46 tys. samych psów. Ale najczęściej tego typu handel odbywa się bez umowy i nie zostaje po nim żaden ślad.

W rezolucji PE podkreślił, że ważne jest edukowanie ludzi, żeby zamiast kupować zwierzęta z pseudohodowli adoptowali je z fundacji i stowarzyszeń zajmujących się szukaniem domu dla niechcianych czworonogów. PE postuluje też wprowadzenie obowiązku minimalnej weryfikacji danych przez platformy internetowe, co ma ograniczyć sprzedaż zwierząt w sieci. Uderzyć w handlarzy mają także kary finansowe.

Zwalczanie tego procederu nie jest jednak proste. W Polsce jest ustawowy zakaz sprzedaży psów poza miejscem chowu. Łatwo go jednak obejść – sprzedawcy żądają zwrotu kosztów utrzymania zwierzęcia od urodzenia do dnia zakupu lub dopłaty za smycz i obrożę w wysokości kilkuset złotych.

– Organizacje szukające domu dla porzuconych zwierząt nigdy nie chcą za nie pieniędzy, proszą najwyżej o zwrot kosztów dojazdu, gdy psa trzeba przywieźć z daleka – mówi Cezary Wyszyński.

Podkreśla, że niska cena powinna być sygnałem ostrzegawczym dla klienta, że ma do czynienia z pseudo hodowlą. Niestety, wysoka cena też niczego nie gwarantuje – zdarzają się hodowcy zrzeszeni w związkach kynologicznych, którzy mają zarejestrowaną parę z rodowodem, ale sprzedają psy od zupełnie innych par, do tego trzymane w nieodpowiednich warunkach.

>>> Polecamy: UE ma poważny problem z Facebookiem. Chodzi o jego model biznesowy [OPINIA]