Francuska dziennikarka: Nie będziemy ryzykować kryzysu gospodarczego, by uratować kilka tuzinów ludzi

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 marca 2020, 16:21
Paryż, Francja
Paryż, Francja/ShutterStock
"Nawet jeśli w naszych krajach cena życia ludzkiego jest najwyższa, to nie jest nieograniczona. Mówiąc jasno, nie będziemy ryzykować kryzysu gospodarczego, by uratować kilka tuzinów ludzi. A najstraszniejsze, że mamy rację" - powiedziała szefowa miesięcznika „Causeur” Elisabeth Levy.

odniosła się w ten sposób do , który ogłaszając skrócenie tamtejszego karnawału, powiedział, że „zdrowie jest ważniejsze niż gospodarka”. Ale zdaniem Levy „ta hierarchia serca liczy się dla pojedynczych ludzi, nie dla”.

We Fracnji eksperci i władze przygotowują plan walki z, która może osłabić gospodarkę o wiele bardziej niż przewidywano jeszcze kilka dni temu. Stąd pojawiają się przypuszczenia, że energiczniej zacznie się ratować ekonomię niż ludzi.

Ze spowolnienia gospodarczego cieszą się np. ekolodzy. Na stronie internetowej tygodnika „L’Express” Valentin Ehkrich zastanawia się, czy „kula ziemska nie wyjdzie wygrana z kryzysu koronawirusa”.

>>> Czytaj też: Gwałtownie rośnie liczba przypadków koronawirusa w Niemczech. Już 349 zarażonych

Z kolei Sandra Favier, opierając się na brytyjskich analizach, pisze w dzienniku „La Depeche” o „szczęśliwym dla środowiska efekcie nieszczęśliwej dla ludzi sytuacji”, czyli poprawie jakości powietrza w Chinach. Powołuje się na raport Europejskiej Agencji Kosmicznej, według której „spektakularnie zmniejszyła się zawartość dwutlenku azotu” w chińskim powietrzu.

Jednak specjaliści zwracają uwagę, że obniżenie emisji węgla jest zapewne tylko chwilowe. Nie wykluczają przestawienia gospodarki, tak by w mniejszym stopniu zależna była od dalekich kontrahentów i dostawców.

Jak wynika z analizy cytowanej w artykule Lauri Myllyvirty z brytyjskiego Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CRECA) „choć wyraźne są krótkoterminowe skutki obecnego kryzysu, gdy chodzi o zredukowanie zapotrzebowania na energię, długoterminowy efekt zamknięcia fabryk może być bardzo ograniczony”. A to z powodu stymulującej akcji rządu chińskiego, podobnej do kroków podjętych po światowym kryzysie finansowym w roku 2015.

i „może ona trwać tygodnie, a nawet miesiące” - jak uspokajał we wtorek prezydent Francji Macron. Już w środę rzeczniczka rządu Sibeth Ndiaye przyznała, że wobec z dnia na dzień zwiększającej się liczby zachorowań, „niestety, mało jest prawdopodobne”, by Francja uniknęła etapu epidemii.

Faza epidemii jest wówczas, gdy potwierdzono, że wirus krąży po całym terytorium kraju i przechodzi z osoby na osobę. „Zbiorowa działalność będzie poważnie dotknięta” – tłumaczy rząd na swojej stronie internetowej.

>>> Czytaj też: Czym strzelać do koronawirusa? Bankom centralnym kończy się amunicja

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj