O konieczności wsparcia ze strony państwa już mówią przedstawiciele niemieckiej Lufthansy, która ogłosiła, że z powodu drastycznego spadku liczby podróżnych w najbliższym czasie nawet o połowę zredukuje liczbę oferowanych połączeń. Uziemi 150 z 770 posiadanych samolotów, w tym wszystkie 14 ogromne airbusy A380. To pozwoli zaoszczędzić na paliwie i nieco ograniczyć straty. Przy tak drastycznych cięciach połączeń, które mogą się utrzymywać nawet przez długie miesiące, Lufthansa zapewnia, że nie będzie zmniejszać zatrudnienia. Chce jednak znacznie ograniczyć czas pracy. Pomoc rządu niemieckiego miałaby polegać głównie na kompensowaniu pracownikom spółki utraconych wynagrodzeń. Jak podał serwis Bloomberg, kanclerz Angela Merkel nie wykluczyła, że taki mechanizm pomocy obejmie wiele firm, które zostały silnie dotknięte przez epidemię.

Koronawirus już przyczynił się do upadłości w branży. Właśnie dotknęło to brytyjską, regionalną linię Flybe. Wprawdzie już wcześniej miała kłopoty finansowe, ale pojawienie się epidemii okazało się gwoździem do trumny. Według zrzeszenia IATA przewoźnicy stracić mogą łącznie od 63 do 113 mld dol. przychodów w zależności od skali rozprzestrzeniania się wirusa.

>>> Czytaj też: Spokojnie, to tylko panika. Cenę wyższego deficytu warto zapłacić [OPINIA]

Także LOT dotyka problem pustoszejących samolotów. Dotyczy to także lotów krajowych. Nasz czytelnik opowiadał, że w ostatnią środę leciał z Warszawy do Krakowa sam na pokładzie. Przewoźnik nie podaje statystyk, ale jak powiedziała nam Agnieszka Szelągowska ze związku zawodowego personelu pokładowego, z dnia na dzień frekwencja na kolejnych trasach jest coraz mniejsza. Przykładowo na trasach między polskimi miastami a Tel Awiwem sporo podróżnych widać tylko na rejsach powrotnych. W sytuacji, kiedy izraelski rząd ogłosił 14-dniową kwarantannę dla wszystkich przylatujących do Izraela, nikt nie chce tam latać. Nie wiadomo, czy LOT pójdzie w ślady Wizz Aira, który zawiesił wszystkie loty do tego kraju.

Jak na razie nasz narodowy przewoźnik ogłosił stosunkowo nieduże cięcia połączeń. To przede wszystkim loty z Warszawy do Pekinu, które od stycznia miały odbywać się codziennie. Przewoźnik jak na razie nie będzie tam latać do 25 kwietnia. Z kolei do 8 kwietnia zawieszono rejsy LOT-u z Budapesztu do Seulu. Wstrzymano też połączenia do Włoch. W tym ostatnim przypadku dla naszego narodowego przewoźnika paradoksalnie nie jest to gigantyczna strata, bo w ostatnim czasie latał tylko do Mediolanu i Wenecji. O wiele bardziej przewoźnika dotknie tąpnięcie na trasach do Azji. LOT w głównej mierze zakładał swój rozwój właśnie o połączenie długodystansowe na Daleki Wschód.

LOT nie odpowiedział nam wczoraj na pytanie, czy będzie oczekiwać pomocy rządowej. Według ekspertów będzie ona jednak konieczna. – Spodziewam się, że epidemii koronawirusa nie przetrwa kilka linii. Wiele ten rok skończy dużymi stratami. Na pewno pomocy publicznej będzie potrzebować wiele linii, w tym LOT – przewiduje Sebastian Mikosz, szef naszego narodowego przewoźnika w latach 2013–2015, do niedawna prezes Kenya Airways. Tuż przed jego objęciem rządów w Locie spółka otrzymała od rządu prawie 400 mln zł pomocy publicznej. Zastrzyk przekazany teraz na podobnych zasadach byłby niezgodny z prawem unijnym, dlatego Sebastian Mikosz spodziewa się, że wsparcie będzie przekazane na mocy specustawy.

Sytuację LOT-u utrudnia kilka innych nieszczęśliwych zdarzeń z ostatnich miesięcy. To uziemienie boeingów 737 MAX, które trwa już rok, a także przeciągające się kłopoty z silnikami największych we flocie długodystansowych dreamlinerów. W efekcie spółka, która jeszcze w 2017 r. miała 354 mln zysku netto, ten może skończyć na dużym minusie.

Osobną kwestią jest zakup przez grupę LOT-u niemieckich linii czarterowych Condor. Rząd przedstawiał to jako korzystną transakcję. Tyle że wstępną umowę przejęcia zawarto przed wybuchem epidemii. Teraz linie Condor, które żyły przede wszystkim z turystów, mogą odczuć problemy znacznie bardziej niż przewoźnicy tradycyjni czy niskokosztowi.

>>> Czytaj też: Na świecie sprzedaje się coraz mniej samochodów. Auta elektryczne uratują branżę?