Autor Tomas Pueyo, biznesmen z Doliny Krzemowej, w serwisie Medium przeanalizował dostępne dane nt. rozwijania się epidemii wirusa COVID-19. I choć nie jest epidemiologiem, jego wpis bardzo szybko zyskał popularność w sieci i mediach społecznościowych. Jakie wnioski wysnuł Pueyo? „Koronawirus się zbliża. To kwestia dni: masz tydzień lub dwa. Kiedy nadejdzie, system opieki zdrowotnej w twoim kraju będzie przeciążony. Pacjenci będą okupować łóżka na korytarzach. Wyczerpani pracownicy służby zdrowia będą musieli decydować, który pacjent dostanie tlen, a który umrze. Jedyny sposób, by temu zapobiec, to kwarantanna – już dzisiaj”. Pueyo nawołuje do autoizolacji: jak najwięcej ludzi powinno zostać w swoich domach i nie spotykać się z innymi.

Analizując wykresy przedstawiające dzienną oficjalną liczbę przypadków (dane sprzed kilku dni) w prowincji Hubei autor zwraca uwagę na to, jak bardzo liczba zdiagnozowanych zakażeń różni się od faktycznych przypadków zakażenia. Chińskie władze ustaliły je dopiero pytając pacjentów podczas diagnozy o to, kiedy nastąpiły pierwsze objawy. Według dostępnych danych 21 stycznia liczba nowych zdiagnozowanych przypadków sięgała ok. 100 nowych przypadków. W rzeczywistości tego dnia pojawiło się 1500 nowych zakażeń – liczba ta rośnie wykładniczo. Dwa dni później, władze zamknęły Wuhan. W tym momencie liczba zdiagnozowanych nowych przypadków wynosiła ok. 400 dziennie. W rzeczywistości tego dnia było 2500 nowych przypadków zakażenia koronawirusem. Następnego dnia kolejne 15 miast w prowincji Hubei zostało zamkniętych. Mniej więcej od tego momentu liczba prawdziwych przypadków przestaje rosnąć (liczba oficjalnych przypadków wciąż rosła wykładniczo dlatego, że już zakażeni pacjenci mieli coraz silniejsze objawy i coraz częściej trafiali do lekarza). Reszta regionów w Chinach była dobrze skoordynowana przez rząd centralny, więc podjęli oni natychmiastowe i drastyczne działania – już pod koniec stycznia. Dzięki temu wszystkie prowincje zatrzymały koronawirusa zanim się rozprzestrzenił.

>>> Czytaj też: Minister zdrowia ogłasza stan zagrożenia epidemicznego w Polsce. Co to oznacza?

Tomas Pueyo przygotował dwa modele, które pomagają oszacować prawdziwą liczbę przypadków zakażeń, a nie tylko zdiagnozowanych (bierze pod uwagę liczbę zgonów, współczynnik umieralności i czas pomiędzy zakażeniem koronawirusem a śmiercią – trwa to średnio 17,3 dnia).

Oficjalnie we Francji jest obecnie ok. 2300 przypadków koronawirusa i 48 ofiar śmiertelnych. Licząc według metod Pueyo, prawdziwa liczba zachorowań na koronawirus we Francji wynosi obecnie prawdopodobnie od 24 tys. nawet do 140 tys. Przy 300 przypadkach zakażeń w regionie Île-de-France, całkowita liczba przypadków w Paryżu i jego obrzeżach może już przekraczać dziesiątki tysięcy. Podobnie jest w Hiszpanii (ok. 1200 przypadków zakażeń, ok. 30 zgonów).

Biorąc pod uwagę liczbę przypadków zakażenia koronawirusem w krajach takich jak USA, Hiszpania, Francja, Iran, Niemcy, Japonia czy Szwajcaria na tym etapie miasto Wuhan było już odizolowane. Prowincja Hubei pod względem ludności jest większa od Hiszpanii, a mniej więcej wielkości Francji.

Według analiz w krajach, które są przygotowane, wskaźnik śmiertelności wyniesie od 0,5 proc. do 0,9 proc. W krajach, w których nie okiełzna się epidemii i gdzie służba zdrowia będzie przeciążona, wskaźnik śmiertelności będzie wahał się pomiędzy 3 proc. a 5 proc. Kraje, które działają szybko, mogą zredukować liczbę przypadków zakażeń i zgonów nawet dziesięciokrotnie.

Już teraz trwa pandemia – nie da się jej wyeliminować, możemy jedynie zmniejszyć jej wpływ. Wzorowym przykładem, jakie środki należy podjąć w sytuacji kryzysu epidemiologicznego, jest Tajwan. Jak pisze Tomas Pueyo, celem nie jest wyeliminowanie epidemii koronawirusa, ale rozłożenie skutków w czasie – by z przypadkami radzić sobie znaczni lepiej, obniżając wskaźnik śmiertelności i czekając na moment, gdy społeczeństwo będzie mogło się zaszczepić. Im więcej przypadków „odkładamy na później”, tym lepiej może funkcjonować system opieki zdrowotnej i tym niższa jest śmiertelność.

Jak to osiągnąć? Zachować dystans. Jedynym sposobem na rzeczywiste ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa jest pozostanie w domach. Zostało to już udowodnione w przeszłości: w 1918 roku, w czasie pandemii grypy.

By zatrzymać wirus, należy wszystkie przypadki zidentyfikować, kontrolować i odizolować. Kraje takie jak Singapur, Hong Kong, Japonia czy Tajwan obrały właśnie tę taktykę: szybko ograniczyły napływające z zagranicy osoby, identyfikują chorych, natychmiast ich izolują, używają optymalnego sprzętu ochronnego, aby chronić swoich pracowników służby zdrowia, kontrolują ich kontakty, poddają ich kwarantannie. USA i Europa dopiero zaczynają podejmować te środki – w wielu krajach za późno.

Z danych WHO wynika, że na świecie odnotowano od 31 grudnia 2019 r. do 12 marca 2020 r. 125 tys. 518 potwierdzonych przypadków COVID-19, w tym 4617 zgonów.

>>> Czytaj też: W przyszłym tygodniu ruszy produkcja maseczek w Polsce. Pilotażowe produkty już są