W ubiegłym roku w administracji rządowej przybyło 1785 nowych etatów, a wynagrodzenia wzrosły średnio o 540 zł. To efekt m.in. podwyższenia po raz pierwszy od dekady kwoty bazowej (o 2,3 proc.). Takie optymistyczne dane znalazły się w opublikowanym właśnie sprawozdaniu szefa służby cywilnej za 2019 r. (patrz infografika).

Z raportu wynika jednak, że nadal spada zainteresowanie pracą w budżetówce. O jedno stanowisko ubiegało się średnio siedem osób, rok wcześniej było ich osiem, a siedem lat temu aż 36. W dalszym ciągu zmniejszała się również liczba rozstrzygniętych pozytywnie naborów. Obsadzanych było 59 proc. z nich, a jeszcze kilka lat temu trzy czwarte kończyło się sukcesem.

Nie jest jednak wykluczone, że wkrótce sytuacja się zmieni. Zdaniem ekspertów epidemia koronawirusa może się przyczynić do tego, że więcej osób będzie szukało stabilnej pracy, którą gwarantuje administracja publiczna. A to przełoży się na większą liczbę kandydatów. Problem w tym, że wraz z pogłębiającym się kryzysem ofert pracy będzie coraz mniej.

Idą chude lata

Dobrosław Dowiat Urbański, szef służby cywilnej, w podsumowaniu swojego sprawozdania wnioskował do premiera o dalszy wzrost wynagrodzeń. Może się jednak okazać, że to mało realny postulat.

– O ile w tym roku urzędnicy mają zagwarantowane dodatkowe 6 proc., to w obecnej sytuacji trudno będzie liczyć na to, że ktokolwiek w budżetówce w 2021 r. otrzyma podwyżkę – przyznaje prof. Bogumił Szmulik, radca prawny i ekspert ds. administracji publicznej.

– Pandemia ma negatywny wpływ na wszystkie sfery życia w Polsce. Nie inaczej jest z sektorem publicznym i stanem jego finansów. Decyzje co do tego, jak ma funkcjonować administracja w tych kryzysowych czasach, są dopiero przed nami. Należy jednak pamiętać, że niezależnie od okoliczności sprawne funkcjonowanie i wykonywanie zadań przez urzędy pozostanie priorytetem – mówi DGP Dobrosław Dowiat Urbański.

Związkowcy nie mają jednak wątpliwości, że idą chude lata. – Będziemy się cieszyć, jeśli utrzymamy nasze wynagrodzenia na obecnym poziomie i nie otrzymamy wypowiedzeń. Oczywiście, jeśli pojawi się jakiś plan nadmiernego szukania u nas oszczędności, to będziemy się sprzeciwiać – mówi Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim. I podkreśla, że choć zatrudnienie w administracji w ostatnim czasie wzrosło, na pewno nie ma przerostu.

Zamrożone wakaty

Z sondy DGP wynika, że ani samorządy, ani urzędy rządowe nie planują na razie zwolnień pracowników lub obniżania im płac. Premier, jako zwierzchnik służby cywilnej, nie wydał żadnych wytycznych odnośnie do ewentualnego szukania oszczędności.

Szefowie poszczególnych instytucji rządowych swoje decyzje w tej sprawie uzależniają od rozwoju sytuacji. – Obecnie nie rozważamy ograniczenia zatrudnienia. Nie przygotowujemy również planów ograniczenia wynagrodzeń i wprowadzenia zmian w zasadach nagradzania pracowników – zapewnia Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN. Również Ministerstwo Sprawiedliwości nie planuje oszczędności w tym zakresie. Z kolei resort nauki przyznaje, że „decyzje o charakterze zarządczym będą podejmowane z uwzględnieniem czynników finansowych”.

Zmniejsza się natomiast liczba naborów w służbie cywilnej. Na początku tego roku w całej administracji rządowej poszukiwano jeszcze średnio 700 osób tygodniowo, a w ubiegłym tygodniu liczba ogłoszeń spadła do 300. Obecnie jest ich niespełna 180.

– Nie wiemy, czy ten trend się utrzyma, bo obecnie na przeszkodzie stoją związane z epidemią obostrzenia – zauważa Robert Barabasz.

Nieco inaczej do tej nadzwyczajnej sytuacji podchodzą lokalni włodarze, którzy nie straszą jeszcze zwolnieniami, ale nie szukają już nowych urzędników. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zalecił właśnie burmistrzom, aby odwołali wszystkie nabory, a powstających wakatów (np. po odchodzących na emeryturę urzędnikach) na razie nie obsadzali. Domaga się też, aby w najbliższych czasie nie planować podwyżek.

Podobną taktykę przyjęły inne samorządy. Urząd miasta w Krakowie nie chce zwalniać pracowników, ale taką możliwość bierze pod uwagę. Uzależnia to od rozwoju sytuacji. Poszukiwanie urzędników wstrzymały m.in. Bytom, Białystok, Bydgoszcz, Częstochowa. – Na ten moment nie przewidujemy zwolnień. Posiłkujemy się rozwiązaniem przewidzianym w art. 81 kodeksu pracy, tj. częściowym wprowadzeniem dla pracowników przestoju w pracy. Dotyczy to przede wszystkim tych, którzy zajmowali się bezpośrednią obsługą interesantów – informuje Włodzimierz Tutaj, rzecznik prasowy tamtejszego magistratu.

– Od 13 marca wprowadziliśmy nową organizację pracy. Wstrzymane zostały też wszystkie nabory, ogłoszone konkursy, staże, praktyki. Od blisko miesiąca nie zatrudniliśmy żadnego nowego pracownika – mówi Mirosława Myrna-Kudryk, dyrektor wydziału organizacji, kadr i kontroli urzędu miasta w Legnicy. – Na tę chwilę nie planujemy zwolnień czy zmiany wynagrodzenia. Obecnie proponujemy pracownikom wybranie zaległych urlopów – dodaje. ©℗

>>> Czytaj również: Praca zdalna w czasach pandemii. Kto ma największe szanse, a kto może stracić pracę?