Samotność nie jest wyjątkiem w cywilizacji Zachodu. Jest nową regułą

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
12 kwietnia 2020, 07:30
Samotność nie jest wyjątkiem w cywilizacji Zachodu. Jest nową regułą
DGP
Jakkolwiek dziwnie by to w naszej obecnej sytuacji brzmiało, specjaliści od zdrowia publicznego od lat alarmują o „epidemii samotności”. Mówiąc inaczej: dla niejednego i niejednej z nas drastyczne izolacyjne ograniczenia związane z SARS-CoV-2 są chlebem powszednim.

 Samotność nie jest wyjątkiem w cywilizacji Zachodu – jest nową regułą.

„Nigdy wcześniej w ludzkich społeczeństwach nie było tak wielu ludzi żyjących samotnie. (...) Nie dysponujemy żadnymi historycznymi przykładami, z których moglibyśmy czerpać wiedzę, nie istnieją żadni poprzednicy, których zachowania mogliśmy naśladować bądź ich unikać” – pisze amerykański socjolog Eric Klinenberg w monografii „Going Solo. The Extraordinary Rise and Surprising Appeal of Living Alone”. Przypuszczalnie nie dziwi nas samotna sąsiadka, ale być może nie dociera do nas skala tego zjawiska. Tymczasem w Wielkiej Brytanii (według danych ze spisu powszechnego z 2011 r.) blisko jedna trzecia gospodarstw domowych była jednoosobowa, podobnie wygląda to w Holandii i w Niemczech, w Szwecji zaś jednoosobowa jest prawie połowa gospodarstw. Demografowie historyczni opisują to jako wypadkową wielu długotrwałych trendów: stopniowo opóźniał się wiek zawierania małżeństw, wzrastała liczba osób w ogóle niewchodzących w związki małżeńskie, rodzina nuklearna (dwupokoleniowa: rodzice i dzieci) zaczęła jako instytucja życia codziennego dominować nad rodziną wielopokoleniową – środowisko wielkomiejskie nie sprzyja klanowości. Prócz tego powstały złożone systemy ubezpieczeń i opieki zdrowotnej, zapewniające względnie miękkie lądowanie w sytuacjach kryzysowych. Stadium przejściowym okazał się model rodziny 2+1 (dwoje rodziców, jedno dziecko) – w kolejnym pokoleniu mamy już trzy osoby w trzech osobnych mieszkaniach: dwoje starszych ludzi i mężczyznę bądź kobietę w średnim wieku (bez dziecka).

Owym społecznym procesem zarządza szczególny paradoks. Z jednej strony bowiem bycie singlem jest na pewnym etapie życia kulturowo atrakcyjne – singiel to dla kapitalizmu interesujący konsument – i ekonomicznie opłacalne, przynajmniej w dojrzałych społeczeństwach Zachodu. Z drugiej strony jednak po przekroczeniu pewnego wieku ludzie zaczynają uskarżać się na samotność, czują się wyalienowani, dokucza im izolacja. Medycyna ujmuje ten dyskomfort w kategoriach klinicznych, oceniając, że samotność wywołuje w populacji ryzyka zdrowotne porównywalne z paleniem tytoniu, a ma jeszcze do zaoferowania m.in. stany lękowe, depresję, bezsenność i zaburzenia odżywiania.

Źródło: MAGAZYN DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj