Szumowski: Rozmawiałem z prezesem o wyborach [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 9 minut
27 kwietnia 2020, 06:00
Minister zdrowia  Łukasz Szumowski
Minister zdrowia Łukasz Szumowski/ShutterStock
Nie ma dowodów, że wybory korespondencyjne zwiększają ryzyko zachorowań na koronawirusa – przekonuje w rozmowie z DGP minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Podawanie dokładnych dat jest nie do końca odpowiedzialne. Pamiętajmy, że my jesteśmy na wcześniejszym etapie epidemii niż Niemcy czy Czechy, które również rozpoczęły proces odmrażania. Oni mają już więcej wiedzy niż my i u nich widać wyraźniejsze wypłaszczenie krzywej. Podchodząc do tematu odpowiedzialnie, nie możemy wyznaczyć sztywnych dat bez analizy tego, co się wydarzy po kolejnych odmrożeniach. Nie chcę, aby w jakimkolwiek momencie powstało wrażenie, że rząd kłamie, bo nastąpi przesunięcie któregoś z etapów o kilka dni czy tydzień. Nie możemy teraz mówić, kiedy nadejdzie kolejny etap, bo musimy najpierw zobaczyć dane o zachorowaniach.

Zapewne te najmniejsze będą miały już wkrótce zapewnioną opiekę w przedszkolach czy na świetlicach szkolnych, żeby rodzice mogli stopniowo wrócić do pracy. Co do dalszych decyzji, to poczekajmy. One są wypadkową wielu czynników, m.in. liczby zachorowań, obłożenia łóżek szpitalnych i respiratorów. Musimy działać odpowiedzialnie i zapewnić maksimum bezpieczeństwa.

Musimy się otwierać bardzo ostrożnie. Nawet Czesi do 30 czerwca nie otwierają szkół, a zakłady fryzjerskie, podobnie jak Niemcy − w końcówce maja.

Żadne kraje tego nie robią. Wydaje się, że lepszy jest model, który zaproponowaliśmy − przetestuj się, jeśli masz wątpliwości. Każdy lekarz ma takie prawo. Jaki jest sens robienia testów prewencyjnie?

O wartościowość wyników i logistykę. Finanse grają mniejszą rolę. Trzeba by testować co tydzień 500 tys. osób. Żaden z ekspertów nie widzi podstaw. Żadne z państw się do tego nie przymierza. Ilość fałszywych dodatnich wyników byłaby gigantyczna. A jakbyśmy kogoś zbadali nie w tej dobie, co są wskazania medyczne, i byłby negatywny, a realnie stanowiłby jednak źródło zakażeń? Ciągle jestem pytany, dlaczego nie robimy immunologicznych testów. Dlatego, że mamy dwa−trzy razy więcej osób chorych bezobjawowo niż przetestowanych pozytywnie. Tam, gdzie jest więcej chorych zdiagnozowanych, tam wynik ten może być 12 razy większy. Możemy mieć jednego chorego na tysiąc mieszkańców. Trzeba zatem przetestować tysiąc osób, by go wyłapać. To zakłada, że wszystkie testy mają pełną skuteczność. A immunologiczne mają dość duży poziom błędu. To powoduje, że będziemy mieli kilkanaście fałszywych wyników na jednego realnie chorego. To wprowadzi więcej chaosu informacyjnego niż korzyści. Dużo istotniejsze jest wprowadzenie testów dla osób, które mają podejrzenie co do możliwości zakażenia.

>>> Polecamy: Recesja w Chinach jest znacznie głębsza, niż spodziewał się rynek

Niestety, niektóre wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne mają opóźnienia. W tej chwili powołaliśmy w każdym województwie koordynatorów, którzy mają kierować testami, tak aby usprawnić logistykę. Wprowadzimy też pewnie usługę, w której to kurier będzie odbierał próbki i zawoził do najmniej obłożonego laboratorium. Chcemy robić więcej testów. Obecnie mamy możliwości wykonania ok. 25 tys. na dobę, a wykonuje się w granicach 12−14 tys.

Po to właśnie powołaliśmy koordynatorów wojewódzkich ds. testowania. Chcemy przebadać każdego z pacjentów na OIOM-ie. Człowiek z niewydolnością oddechową zawsze jest podejrzany o COVID. Dlaczego testy na nich nie są przeprowadzane? Nie wiem. Przecież NFZ za wszystko płaci.

Niedawno przyleciały szybkie testy białkowe, tj. antygenowe. One wykrywają nie odporność, ale białko wirusa. To zupełna nowość. Pomógł w tym prezydent Andrzej Duda swoją rozmową z prezydentem Korei Południowej. Prosił, żeby nam to udostępnili. Teraz trwa weryfikacja wiarygodności tych testów.

Dyplomacja ma dużą wagę w dobie, gdy wszyscy kupują wszystko. Uruchomiliśmy służby dyplomatyczne i zakontraktowaliśmy urządzenia u wiarygodnej firmy.

W granicach 50−60 mln zł.

Będzie działał, dopóki trwa epidemia. Nasz szczyt zachorowań stopniowo i powoli się przesuwa w wyniku naszych działań. Wypłaszczamy tę skalę wzrostów.

Fala się opóźnia. Im szybciej ograniczymy kontakty, tym mamy wolniejsze rozprzestrzenianie się wirusa. Ale nadal nie likwidujemy wirusa szczepionką, więc nadal on się rozwija – choć wolniej. Musimy spowalniać i ograniczać jego rozwój do czasu szczepionki.

Nie wiem do końca, co proponuje opozycja. Mówi przecież o bezpieczeństwie − a najbezpieczniejsze wybory są po wynalezieniu szczepionki. I ten wariant tradycyjnych wyborów rekomenduję najmocniej i z pełną odpowiedzialnością. I mówię to jako lekarz, a nie polityk. Na jesieni zapewne obok COVID-19 dojdzie nam nowa fala grypy.

Nawet jedna z gazet napisała, że zarekomendowałem konkretny termin, co jest nieprawdą. Każdy dziś stara się przełożyć odpowiedzialność na barki ministra zdrowia. Powtórzę: w pełni bezpieczne tradycyjne wybory, jakie znamy, mogą odbyć się za dwa lata. Opozycja odrzuca tę rekomendację. A w takiej sytuacji bezpieczniejszą formą wyborów jest forma korespondencyjna i myślę, że trudno z tym dyskutować. Bez zmiany konstytucji nie zmienimy terminu wyborów. Przecież nie będziemy wprowadzać co chwilę stanu nadzwyczajnego i ciągle go przedłużać. To mało poważne. Co do wyborów korespondencyjnych, to wyraźnie powiedziałem, że nie ma tu mniej i bardziej bezpiecznego miesiąca. No, poza jesienią, gdzie będziemy mieli zapewne i COVID, i grypę.

Jedyne dane dotyczące wyborów korespondencyjnych mamy z Bawarii. Pierwsza tradycyjna tura dała wzrost zachorowalności, ale druga wyłącznie korespondencyjna nie spowodowała wzrostu w odniesieniu do stanu sprzed wyborów. W związku z tym podkreślę − nie ma danych, że wybory korespondencyjne zwiększają zachorowalność.

A czy dostajecie dziś państwo listy i paczki? Poczta cały czas pracuje, cały czas odbywa się też sprzedaż wysyłkowa. Ale skoro naprawdę uważamy, że wybory narażają bezpieczeństwo Polaków, to zróbmy wybory za dwa lata. Zakończmy tę sprawę i zacznijmy się zajmować czym innym. Ale jeżeli wybory mają być wcześniej niż za dwa lata, to jedyna dopuszczalna forma to wybory korespondencyjne. Jeśli mają być korespondencyjne, to oczywiście diabeł tkwi w szczegółach. Jestem zobowiązany wydać do ustawy o wyborach korespondencyjnych rozporządzenie ze wskazaniami medycznymi co do zapewnienia bezpieczeństwa procesu wyborczego. Na razie nie ma jednak ustawy i nie wiemy, w jakim kształcie ona ostatecznie będzie. Teraz czekamy na decyzję Senatu.

Podstawowym założeniem tych wyborów jest ograniczenie kontaktów do minimum. Z tego punktu widzenia ważna jest m.in. liczba urn wyborczych.

Wypracowujemy właśnie rekomendacje w tej kwestii.

Przy wydaniu konkretnych wskazań będziemy kierować się głosem ekspertów i ich wskazaniami co do konkretnych procedur, choćby w zakresie możliwej dezynfekcji kart czy zasad pracy komisji wyborczych i ich zabezpieczenia. Zapewniam, że wydam konkretne rekomendacje medyczne.

Każdy ruch wprowadza pewne ryzyko, dlatego tak ważne jest, byśmy zachowywali dystans i stosowali zabezpieczenie choćby w postaci maseczek. Przecież robimy na co dzień zakupy, przecież przemieszczamy się. Ważne w każdej sytuacji jest to, byśmy stosowali bezpieczny dystans.

Czytałem. Jest to niejedyna opinia, z którą się zetknąłem. Staram się systematycznie rozmawiać z ekspertami i słuchać ich wskazań. Chcę mieć jak najwięcej informacji i danych, by podjąć najwłaściwsze decyzje. Nie jestem demiurgiem, słucham specjalistów.

Jakiego?

Popieram pomysł zabezpieczenia członków komisji. Towarzystwo epidemiologiczne dało w tym względzie wskazanie, z którym się zgadzam i które mam także od innych ekspertów.

Tu przyznam, że nie wiem, skąd wzięto takie wskazanie. Mam w tej materii pełne dane ze szpitali. Pamiętajmy przy tym, że rozbieranie się i ubieranie zwiększa ryzyko zakażenia. Nie mam żadnych danych o wskazanych dwóch godzinach. Mam wątpliwość co do analizy w tym właśnie względzie. Nie wiem, na jakiej podstawie zostały wydane takie rekomendacje.

W opinii większości ekspertów mowa jest o 24 godzinach w przypadku papieru i 72 godzinach w przypadku plastiku.

Tu ponownie wracamy do tematu współistnienia na jesieni COVID-19 i grypy, o którym to ryzyku mówili ostatnio choćby ministrowie zdrowia UE. Ja nie mam dowodów, że w najbliższych dwóch latach jakiś okres jest znacząco lepszy niż inne.

Rozmawiałem. Prezes pytał, jak wyglądają przebiegi krzywych, ilu mamy chorych, ile jest zajętych łóżek w szpitalach, jakie mamy zasoby personelu medycznego, jakie są prognozy i kiedy może się to skończyć. Oczywiste pytania.

Taka prośba nie padła. Przedstawiłem swoje rekomendacje. I nic więcej. Nie czuję żadnej presji w tym względzie. Czym innym jest presja medialna. Jest tu oczekiwanie, żebym kategorycznie przesądził w kwestii wyborów. A ja trzymam się danych naukowych i o nich mówię.

Poluzowujemy właśnie obowiązujące obostrzenia. Nie można inaczej, bo kraj upadnie gospodarczo. Jest nas coraz więcej w przestrzeni publicznej. Ważne, byśmy trzymali dystans społeczny.

Będzie i będą leki. Z powodu konsekwencji gospodarczych cały świat jest zainteresowany jak najszybszym opracowaniem leków i szczepionek.

>>> PolecamyJak spłaszczenie krzywej epidemicznej wpływa na ożywienie gospodarcze

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj