Korea Płd. zapowiada podjęcie kroków prawnych przeciwko uciekinierom z Północy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 czerwca 2020, 14:00
Korea Południowa oświadczyła w środę, że podejmie kroki prawne przeciwko północnokoreańskim dysydentom, którzy przez Pjongjang oskarżani są o wysyłanie na Północ przez granicę balonów z materiałami antyreżimowymi, w tym ulotkami - poinformowała agencja AFP.

To odpowiedź Seulu na wtorkowe oświadczenie Korei Północnej, która za pośrednictwem państwowej agencji KCNA zapowiedziała zerwanie wszelkich kontaktów z Koreą Południową. Pierwszym krokiem w realizacji tych gróźb było zablokowanie przez Pjongjang od południa we wtorek linii łączności w międzykoreańskim biurze łącznikowym oraz gorących linii między urzędami przywódców i wojskami obu stron.

W zeszłym tygodniu Korea Płn. ostro skrytykowała Seul za brak reakcji na działalność dwóch grup uciekinierów z Północy, którzy wypuszczają balony z ulotkami potępiającymi łamanie przez Pjongjang praw człowieka i nuklearne ambicje reżimu komunistycznego.

Głos w tej sprawie zabrała nawet najbardziej wpływowa osoba w Korei Płn. po przywódcy tego kraju Kim Dzong Unie - jego siostra Kim Jo Dzong, nazywając dysydentów "ludzką zgnilizną" i "zepsutymi kundlami, którzy zdradzili swoją ojczyznę". Odnosząc się do rządu Korei Płd. dodała, że "nadszedł czas, aby wyciągnąć konsekwencje".

Władze w Seulu w środę zakomunikowały, że zamierzają podjąć kroki prawne przeciwko uciekinierom wypuszczającym balony. "Naruszone zostało porozumienie między przywódcami z Północy i Południa oraz stworzone zostały napięcia między obydwoma krajami" - brzmi oświadczenie południowokoreańskiego ministerstwa ds. zjednoczenia.

Południowokoreańscy eksperci ostrzegają jednak, że ściganie dysydentów z Północy może być źle odebrane w społeczeństwo Południa i może być postrzegane jako naruszenie prawa do wolności wypowiedzi - pisze agencja AFP.

Jednocześnie rząd w Seulu w środę zapowiedział także zawieszenie ze swojej strony telefonicznych połączeń w międzykoreańskim biurze łącznikowym. Rzecznik południowokoreańskiego ministerstwa ds. zjednoczenia Jo Sang Kei wyjaśnił, że łączność nie zostanie wznowiona, dopóki rządy obu krajów nie dojdą do porozumienia w sprawie dalszej komunikacji.

"Wczoraj po południu próbowaliśmy przeprowadzić rozmowę telefoniczną z Północą, ale nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Od tego czasu nie próbowaliśmy dzwonić” - powiedział Jo.

Agencje zauważają, że problem dysydentów może być poważnym ciosem dla stosunków między oboma państwami koreańskimi; relacje te uległy znacznej poprawie po tym, jak w kwietniu 2018 roku w wiosce Panmundżom w strefie zdemilitaryzowanej między Koreami spotkali się przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un i prezydent Korei Południowej Mun Dze In.

Podczas spotkania zobowiązano się do rozpoczęcia procesu unormowania dwustronnych relacji, by formalnie zakończyć wojnę z lat 1950-1953. Obecnie obie Koree mają podpisany jedynie rozejm. (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj