Wzrost podaży złomu zrównoważył zakupy złota przez inwestorów i - zdaniem dilerów - przyczynił się do utrzymania jego ceny na poziomie 900-950 dolarów za uncję. W połowie lutego ceny tego kruszcu sięgały 1005 dol. za uncję.

Choć czynniki związane z kryzysem gospodarczym zachęcają zachodnich inwestorów do kupna złota, w Azji i na Bliskim Wschodzie bywają one powodem do jego sprzedaży. Dilerzy uważają, że choć niektóre transakcje to realizacja zysków z wcześniejszych zakupów, inne świadczą o złych nastrojach konsumentów, spowodowanych rosnącym bezrobociem i uporczywie wysokimi cenami żywności.

Indie, które zwykle kupują najwięcej złota na świecie, w lutym i marcu nie importowały go wcale (w styczniu - minimalną ilość), co zdaniem branżowej organizacji Bombay Bullion Association wynika z dużej krajowej podaży złotego złomu.

- Z zerowym importem mamy do czynienia po raz pierwszy od zliberalizowania 10 lat temu indyjskiego rynku złota. Na poziomie detalicznym relacja między sprzedażą biżuterii a jej skupem drastycznie się zmieniła - mówi Gargi Shah, analityczka w branżowej firmie doradczej w Bombaju. Jak wyjaśnia, rok temu typowy detalista sprzedawał co tydzień około 10 kg biżuterii i skupował około 1 kg złotego złomu, a teraz sprzedaż wynosi około 200 gramów, a skup - około 8 kg.

Jednocześnie Turcja - tradycyjnie drugi w świecie importer złota - według dilerów stała się w I kwartale jego eksporterem netto. Dodają oni, że Wietnam i Chiny, zwykle duzi importerzy, też obecnie sprzedają złoto.

Jak twierdzi John Reade, analityk w banku UBS w Londynie, wszystkie te oznaki świadczą, że globalna podaż złomu znacznie przewyższa ilość złota pochodzącego z nowej produkcji w kopalniach. Jego zdaniem zwiększenie napływu złomu na rynek stanowi odpowiedź na stawiane przez inwestujących w złoto pytania o to, kto może w dzisiejszych warunkach sprzedawać ten kruszec.

Z Bombaju, tradycyjnego indyjskiego centrum złota, eksportuje się je do do Dubaju i Zurichu, co oznacza odwrócenie zwyczajowych szlaków jego przepływu.