Informacje o świńskiej grypie przyszły w najmniej odpowiednim momencie, czyli w środku potężnego kryzysu. Rynki są teraz wyjątkowo nerwowe. Nic więc dziwnego, że pogłoski o grożącej nam pandemii grypy zrobiły na nich fatalne wrażenie.

Najbardziej ucierpiały notowania spółek związanych z biznesem turystycznym, najgwałtowniej traciły papiery linii lotniczych i biur podróży. British Airways, Lufthansa, Air France-KLM zapikowały od 6 do 11 proc., największy europejski operator turystyczny Thomas Cook Group stracił wczoraj blisko 6 proc. "Globalni inwestorzy wolą chuchać na zimne i zawczasu kalkulują ryzyko pojawienia się pandemii" - komentuje sytuację Marek Rogalski, analityk giełdowy DM BOŚ. Według niego rynek doskonale pamięta o cenie, którą trzeba było zapłacić za walkę z poprzednimi epidemiami. Na przykład azjatycka ptasia grypa z 2003 r. kosztowała świat kilkadziesiąt miliardów dolarów.

Cena teraz również może być wysoka. Wczoraj unijna komisarz ds. zdrowia Andrulla Wasiliu zaapelowała, by Europejczycy unikali niepotrzebnych wyjazdów w regiony, w których stwierdzono świńską grypę. "Osobiście unikałabym zbędnych podróży" - mówiła Wasiliu.

Gdy w dół zjeżdżały akcje firm przewozowych i lotniczych, a ropa taniała (na fali spekulacji o krachu turystyki wywołanej strachem przed epidemią), zyskiwały akcje firm farmaceutycznych. Papiery Roche, Aventis-Sanofi czy GlaxoSmithKline, które dysponują lekami na grypę lub zapowiedziały pracę nad szczepionką, rosły wczoraj o 4 – 6 proc.

Na razie nie wiadomo, jak długo giełdy będą chwiały się pod wpływem informacji o grypie. Ekonomiści uzależniają skalę spadków od tego, jak potoczą się wypadki w Meksyku i w USA oraz czy epidemia dotrze do Europy. Zdaniem Philipa Lawlora, stratega z banku Nomura, najgorsza jest niepewność. "Decydujące będzie najbliższe 5 – 10 dni" - mówi.

Więcej w dzienniku.pl