Kredyty walutowe mogą zniknąć po przyjęciu euro

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
6 maja 2009, 03:00
Kredyty mieszkaniowe w złotych i w walutach
Kredyty mieszkaniowe w złotych i w walutach/DGP
Po przyjęciu euro oszczędności z tytułu zadłużania się w szwajcarskiej walucie będą niewielkie. Na dodatek brak różnic kursowych może spowodować, że większość kredytobiorców zdecyduje się na przeliczenie swoich pożyczek we frankach na euro.

Zdaniem ekspertów jeszcze przed przystąpieniem do unii walutowej euro zacznie wypierać franka, który do tej pory był ulubioną walutą polskich kredytobiorców. W tej chwili ok. 70 proc. wszystkich kredytów mieszkaniowych w Polsce jest denominowanych w szwajcarskiej walucie. Obecnie, głównie z powodu polityki banków, do łask wróciły pożyczki złotowe. Czas będzie jednak działał na korzyść euro.

– Euro może zastąpić franka w roli ulubionej waluty kredytobiorców już teraz, ale pod warunkiem że ostatecznie określony zostanie termin wejścia do ERM2 – uważa Emil Szweda z Open Finance. Wówczas ryzyko walutowe przy kredytach w euro zostanie ograniczone do +/- 15 proc., bo taki będzie maksymalny poziom wahań naszej waluty względem euro. Euro ma obecnie jeszcze jedną przewagę nad frankiem.

– Znacznie łatwiej na rynku międzybankowym pozyskać euro niż franka – mówi Piotr Bielski, ekonomista z Banku Zachodniego WBK.

– Banki mają euro przede wszystkim dlatego, że naszym największym partnerem gospodarczym jest strefa euro. Euro krąży więc po naszym systemie bankowym – dodaje Emil Szweda.

Można do tego jeszcze dodać transfery pieniędzy od naszych rodaków pracujących w strefie euro do kraju oraz napływ unijnych funduszy. Te pieniądze są zwykle wymieniane na złotówki i w ten czy inny sposób zasilają system bankowy. Problemy z dostępem do euro dla naszych banków są więc dużo mniejsze niż w wypadku szwajcarskiej waluty.

Nic dziwnego, że przy kredytach w euro nieco niższe są też prowizje pobierane przez banki (w porównaniu z kredytami we frankach).

Dodatkowo niektóre banki zostały wręcz zmuszone przez nadzór bankowy do wstrzymania akcji kredytowej we frankach. Pokusa zadłużania się we franku nadal jest jednak duża. Przy kredycie w wysokości 300 tys. zł udzielonym na 30 lat różnica w racie w porównaniu z kredytem złotowym wynosi ok. 500 zł miesięcznie. W porównaniu z kredytem w euro rata kredytu we frankach jest mniejsza o ok. 100 zł.

– Wejście Polski do strefy euro na pewno spowoduje spadek zainteresowania klientów kredytami we franku. Kredyty we franku będą przegrywać z tymi w euro, ponieważ zmniejszy się zysk (za sprawą mniejszej różnicy w wysokości stóp) przy wyborze kredytów w szwajcarskiej walucie – mówi Paweł Majtkowski z Finamo.

W tej sytuacji prawdopodobnie większość z nas będzie wolała zadłużać się w tej samej walucie, w jakiej będzie otrzymywać zarobki. Na euro przeliczone zostaną też wszystkie kredyty złotowe.

– Wartość zadłużenia zostanie przeliczona na wspólną walutę po tym samym kursie co zarobki. Nie będzie więc ryzyka kursowego, a będzie niższe oprocentowanie – mówi Mateusz Ostrowski z Open Finance.

Nie zmieni się tylko marża pobierana przez bank, ale dzisiaj przy kredytach złotowych jest ona niższa niż przy franku czy euro. Operacja będzie więc korzystna.

– Stopy procentowe w strefie euro zawsze były niższe niż u nas. Teraz trzymiesięczny WIBOR ma wartość 4,24 proc., podczas gdy taki sam LIBOR dla euro 1,42 proc. Gdybyśmy więc z dnia na dzień znaleźli się w strefie euro, to oprocentowanie kredytów w złotych spadłoby prawie o 3 pkt proc. – dodaje Mateusz Ostrowski.

Czy w takiej sytuacji ktokolwiek będzie chciał ponosić ryzyko walutowe i zadłużać się we frankach?

– Można się spodziewać, że po wejściu do strefy euro rzeczywiście kredyty walutowe stracą na popularności – mówi Mateusz Ostrowski.

– W ciągu kilku lat po wprowadzeniu euro kredyty we franku mogą stać się tak egzotyczne jak obecnie kredyty w japońskim jenie – prognozuje Paweł Majtkowski.

Nie zgadza się z tym Jarosław Sadowski z Expandera.

– Kredyty hipoteczne we frankach wcale nie muszą zniknąć z oferty banków wraz z wprowadzeniem w naszym kraju euro. Wynika to przede wszystkim z tego, że stopy procentowe w Szwajcarii są niższe niż w strefie euro. Natomiast ryzyko walutowe związane z tego rodzaju kredytem zaciąganym przez osobę uzyskującą dochody w euro jest niewielkie – twierdzi Jarosław Sadowski.

Z jego wyliczeń wynika, że w ciągu ostatnich 10 lat wahania kursu między frankiem i euro były minimalne i nie przekraczały 1 proc. (minimalny kurs 0,6610, a maksymalny 0,6628 CHF za euro). Oprocentowanie kredytów we frankach zawsze było niższe niż kredytów w euro. Zdaniem ekspertów ta sytuacja utrzyma się w przyszłości.

– Kredyty we frankach nadal mogą być dość popularne, jeśli utrzyma się różnica w wysokości stóp procentowych w Szwajcarii i EBC, kurs franka pozostanie niemal sztywno związany z euro i banki nie wprowadzą zaporowych marż przy kredytach frankowych – mówi Jarosław Sadowski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj