Amerykanie nacisęli przycisk “kupuj”

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
1 czerwca 2009, 17:09
Ostatnie tygodnie notowań w Warszawie bardzo przypominają to, co dzieje się na indeksach za oceanem. Na obu parkietach można zauważyć trend boczny i niemoc graczy co do zdecydowanego wybicia. W piątek Amerykanie kończyli maj w dobrych nastrojach, co musiało przełożyć się na rodzimych inwestorów. Otwarcie było więc na znacznych, gdyż ponad dwuprocentowych plusach. Potem bardzo dobre nastroje nie pozwalały niedźwiedziom do przejęcia kontroli nad rynkiem.

Wiele danych wspierało poczynania popytu. W Chinach wskaźniki PMI utrzymują się powyżej ważnej granicy „50”, a subindeks opisujący nowe zamówienia w eksporcie przekroczył tę granice po raz pierwszy od czerwca 2008 roku. Europejskie dane były jedynie rewizjami i to nie istotnymi dla rynku, ale już amerykańskie raporty potrafiły pozytywnie nastawić inwestorów. Chodzi w szczególności o wskaźnik ISM dla przemysłu rosnący do 42,8 pkt., gdy oczekiwano 42 pkt. Jeszcze lepiej wyglądały wydatki na inwestycje budowlane, które wzrosły pomimo oczekiwanego spadku. W wyniku pakietu Obamy rosną również przychody Amerykanów, ale niekoniecznie przekłada się to na wydatki, które nadal spadają. Taki schemat sprawia, że stopa oszczędności wzrosła do 5,7 proc. (największa od 1995 roku) w porównaniu do 4,5 proc. miesiąc wcześniej.

Apetytu na ryzyko nie zmniejszało bankructwo GM, które na indeksy przełożenia już nie miało. Inwestorzy do tej wiadomości byli przygotowywaniu od wielu miesięcy, a nastroje są tak dobre, że trudno jest je teraz popsuć. Indeks dzień zakończył zwyżką o ponad 6 proc. i stoi przy górnym ograniczeniu kanału trendu bocznego. Impulsem do zakupów były zachowania na Wall Street, więc one dadzą nam odpowiedź czy jutro pokonana zostanie granica 1920 punktów.

Na rynku walutowym przy tak dobrych nastrojach złoty musiał się umocnić, ale praktycznie cały ruch dokonał się rano. Potem, gdy para EUR/USD zaczęła obniżać swoje loty osłabł również popyt na naszą walutę i to pomimo faktu, że giełda rozgrzana do czerwoności parła naprzód. Co jednak warte podkreślenia złoty był mocniejszy od forinta i korony czeskiej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj