Rekomendacja T utrudni dostęp do kredytów

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
26 lutego 2010, 03:25
Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej
Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej/DGP
Zalecenia zawarte w rekomendacji T są zbyt sztywne dla bogatych, a zbyt liberalne dla tych, którzy zarabiają mniej - mówi Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej.

MIROSŁAW KUK

Czy przyjęta właśnie przez KNF rekomendacja T nie jest zbyt restrykcyjna, szczególnie w kwestii limitów długu bankowego do dochodu?

ANDRZEJ TOPIŃSKI

Nadzór bankowy powinien działać interwencyjnie, w przypadku kiedy któraś z instytucji zbyt beztrosko udziela kredytów. Wtedy powinien wkraczać, by uniknąć powielania ryzykownych praktyk wskutek działania presji konkurencyjnej. Rekomendacja jest obszerna, słuszności wielu zaleceń nie sposób kwestionować. Wiele z nich jest przez większość banków realizowana, ale w mojej opinii nadzór nie powinien ujednolicać standardów i algorytmów oceny ryzyka dla sektora bankowego. Tym bardziej że banki udzielają coraz mniej kredytów konsumpcyjnych – obecnie w wymiarze ilościowym o 1/3 mniej niż w 2008 roku. Wydaje się więc, że banki, może pod wpływem nadzoru, już zaostrzyły kryteria kredytowania. Natomiast co do limitów zapisanych w rekomendacji to jest to zalecenie zbyt sztywne, bo osobie, która zarabia kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, można bezpiecznie dać kredyt, nawet jeżeli dotychczasowe zobowiązania przekraczają limity. Z drugiej strony dla osób zarabiających mało poziom 50 proc. jest zbyt liberalny. Wreszcie ten zapis nie zmniejszy ryzyka wystąpienia zjawiska przekredytowania, bo tu najważniejszy jest system wymiany informacji między bankami, aby wiedziały, że mają do czynienia z potencjalnie ryzykownym klientem.

Jak długo będzie rósł portfel kredytów zagrożonych dla osób fizycznych w polskim systemie bankowym?

Wskaźnik kredytów zagrożonych ciągle rośnie, ale ten wzrost wynika także z faktu, że osłabła dynamika udzielania nowych pożyczek konsumpcyjnych. Więc im mniejszy w portfelu jest udział świeżych kredytów, tym ten wskaźnik jest wyższy. Jeżeli porównamy portfele powstałe w okresie, w którym udzielano najwięcej kredytów, a więc z 2008 roku, z portfelami udzielonymi wcześniej, to różnica w tempie ich psucia nie jest znacząca. Ale też obecnie wykazywana wartość kredytów zagrożonych może być zaniżona, gdyż statystyka nie potrafi wymierzyć zagrożeń w segmencie osób nadmiernie zadłużonych. Wiele osób nadmiernie zadłużonych ciągle skutecznie spłaca stare długi, zaciągając nowe.

Ilu osób w Polsce może dotyczyć problem przekredytowania?

Na pewno jest to kilkadziesiąt tysięcy osób. O ile łatwo jest wyliczyć na podstawie danych Biura Informacji Kredytowej, ile osób ma siedem czy dziesięć kredytów, o tyle trudniej jest oszacować ich dochody. Na razie osoby te często regulują terminowo swoje zobowiązania, odnawiając zadłużenie. Postępują podobnie do państwa polskiego, które emituje nowe obligacje na pokrycie starych zobowiązań. W sytuacji kiedy dochody tych osób drastycznie spadną bądź banki lepiej będą identyfikować takich klientów, wpadną oni w poważne tarapaty, a w ślad za nimi – kredytujące je banki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj