Taki wariant restrukturyzacji narodowego przewoźnika ma według związków zawodowych nabrać rozpędu po 17 marca. Tego dnia sąd pracy ma rozstrzygnąć, czy w sporze o zakładowy układ zbiorowy pracy mają rację pracownicy, czy zarząd spółki.

Przypomnijmy, 1 lipca 2009 r. zarząd LOT jednostronnie wypowiedział zakładowy układ zbiorowy pracy dający pracownikom liczne przywileje. W ten sposób zarząd chciał wymusić na załodze zgodę na zwolnienie grupowe 800 osób i cięcia w pensjach. Plan powiódł się częściowo. Porozumienie w sprawie zwolnienia 400 osób zawarto w październiku 2009 r., ale wtedy zarząd podpisał także aneks przedłużający trwanie układu w okrojonym zakresie do 31 marca 2010 r.

Wbrew oczekiwaniom zarządu LOT Państwowa Inspekcja Pracy odmówiła rejestracji tego protokołu i w przesłanym do firmy piśmie stwierdziła, że stary układ obowiązuje do czasu podpisania nowego.

– Według prezesa Mikosza nawet decyzja o zabezpieczeniu naszych roszczeń do czasu prawomocnego orzeczenia przez sąd spowoduje złożenie przez niego wniosku o upadłość spółki – mówi anonimowo jeden z szefów związkowych w LOT.

Pracownicy wytaczają też inne działa przeciw zarządowi.

– Nie rozumiemy prowadzonej w spółce restrukturyzacji. Z jednej strony zwalniani są pracownicy, a z drugiej strony przyjmowani za ciężkie pieniądze nowi – mówi związkowiec.

W LOT krążą legendy na temat kilkudziesięciu tysięcy euro, jakie miesięcznie zarabia jeden z zagranicznych ekspertów, który ma zmodyfikować siatkę przewoźnika. Ostatnio spółkę poruszyła także sprawa zmiany wynagrodzeń ponad 30 dyrektorów. Dawne umowy o pracę zamieniono im na kontrakty menedżerskie z płacami wyższymi o 100 do 150 proc.

– Dodatkowo trwa radosna twórczość w zatrudnianiu firm doradczych i kancelarii prawnych – mówi związkowiec.

Wątpliwości związkowców podziela także Zbigniew Sałek, wiceszef Międzynarodowego Stowarzyszenia Menedżerów Lotnisk.

– W ostatnich latach w spółce pojawiło się mnóstwo firm doradczych. Jestem bardzo ciekaw, jaką procedurę opracowaną np. przez McKinsey'a spółka wdrożyła – zastanawia się Zbigniew Sałek.

Zarząd spółki nie chce ujawnić ani ile spółek doradczych zatrudnia, ani też tego, jakie ich doradztwo przynosi efekty. Nie komentuje także negocjacji z pracownikami.

Jak twierdzą pracownicy, grudzień 2009 r. był najgorszy w 81-letniej historii firmy. W rezultacie zeszły rok firma zakończyła stratą operacyjną na poziomie 150 mln zł. Do tego należy jednak także doliczyć blisko 700 mln zł zobowiązań.