Ale jest też drugi sposób. Kurczak trafia na recepcję, wokół wszystko jest niebieskie, bo to kurczaka uspokaja. Potem wiesza się go górą do dołu, ale w taki sposób, że piersiami dotyka specjalnej wibrującej taśmy. Kurczak ma masaż piersi. Kurczak to lubi. Zero stresu. Sunie sobie na taśmie, skrzydła ma opuszczone w dół. Po drodze zmieniają się kolory, błękitny, różowy, czerwony, w ten sposób kurczak czuje się jeszcze bardziej zrelaksowany, jest mu dobrze. Nawet nie zauważy jak trafi pod gilotynę. Taką specjalną, żeby najpierw krew wypłynęła z naczyń włosowatych, a dopiero potem z aorty.

Gdyby była demokracja i kurczaki mogłyby głosować, to z pewnością wybrałyby kurnik bezstresowy, To że kurczak skończy tak samo, pod gilotyną, nie ma znaczenia, ważne że do samego końca będzie się dobrze czuł, masaż piersi, uspokajająca gama kolorów.

Spróbujmy wczuć się w rolę kurczaka w demokracji. Tak na chwilę, na próbę. Stoimy sobie z kolegami i koleżankami i dyskutujemy o tym kto jaki kurnik wybierze.

- Słuchaj - mówi Kokosz. - Tu gilotyna podatkowa i tam gilotyna podatkowa. I tak nas dopadnie. Ale tutaj masz na starcie recepcję, zielony kolor, wyspowy. Od razu czujesz się świetnie. Potem, mówię ci, wiem bo Grzebyk mi opowiadał, masz tam taką pijarowską taśmę. Jak ona masuje piersi, takie przyjemne wibracje, stary, przymykasz oczy i czujesz się świetnie. Przez przymknięte oczy widzisz gamę fajnych kolorów, nie ma agresywnych, takie pastelowe uspokajające. A potem ciachną fachowo, po europejsku, taką VAT-owską gilotyną.

- Aha – kiwa głową Piórko. – A w tym drugim kurniku?

- A w tym drugim kurniku masakra jakaś. Jak tylko cię powieszą głową do dołu, to od razy widzisz podatkową gilotynę, nerwówka straszna, zewsząd krzyczą że zaraz będzie koniec, wszyscy się denerwują, nie ma żadnej uspokajającej taśmy pijarowskiej, nic cię nie masuje. Koledzy co wiszą obok wrzeszczą i machają w panice skrzydłami. Ja tam wybieram kurnik z masażem piersi.

- A nie ma innego wyboru? Mama mi opowiadała, jak się wyklułem z jajka i trochę podrosłem, że jest gdzieś daleko taki kurnik, co się nazywa reformatorski kurnik. Gdzie najpierw trzeba trochę pocierpieć, ale potem przez całe życie możesz sobie biegać tej łące, skubać trawkę i pszenica też jest – dopytuje Piórko.

- Co ty za bzdury opowiadasz, jak wariat, albo gorzej jak ekonomista jakiś – denerwuje się Kokosz. – Takie reformatorskie kurniki to romantyczna utopia, nie istnieją. Gilotyna podatkowa jest nieunikniona. Twój wybór, i mój, i Grzebyka jest ograniczony, albo kurnik z zielonym wyspowym kolorem i pijarowskim masażem piersi, bezstresowo albo ciachnięcie gilotyną w wielkim stresie. Ja tam wybieram kurnik bezstresowy.

Piórko odszedł na bok, ale niedaleko, bo kurczaki nie mają za dużo wolności, siedzą w ciasnych medialnych klatkach. I się zadumał. Matka, kokoszka, mówiła przecież że są takie reformatorskie kurniki, można tam trafić, tylko trzeba bardzo chcieć. Ale z drugiej strony i Kokosz i Grzebyk mówią że to bujda. Utopia. Może mamie się coś pomyliło. Zresztą ona wychowała się na wolności, nigdy nie siedziała w medialnej klatce, więc nie wie jak to jest, w takiej klatce. Ale spróbuję, pomyślał.

Podskoczył na nóżkach, zamachał skrzydłami i krzyczy – Słuchajcie! Jest taki kurnik, reformatorski, chodźmy, pocierpimy, ale potem będzie trawka, pszenica.

Ale w medialnej klatce taki głosik słabo się roznosi, kilka kurczaków z sąsiedztwa spojrzało z ciekawością na Piórko, ale właśnie przywieźli karmę, bardzo smaczną, nazywa się pasza wyborcza, więc wszyscy zaczęli dziobać. Poza tym z medialnych klatek nie można się wychylić, bo wstyd, inne kurczaki wyśmieją.

Kilka dni później Piórko, Kokosz i Grzebyk jadą na pijarowskiej taśmie, głowami do dołu. Faktycznie masaż piersi jest wspaniały, kolory przyjemne, zero stresu. Tylko ta gilotyna coraz bliżej.

W demokracji kurczaki raz na cztery lata wybierają sobie kurnik. Dlaczego nigdy nie wybiorą tego, który rzeźnię zamieni na farmę niosek z wolnego chowu na wybiegu? Dlaczego???

Oryginalny tekst na blogu prof. Krzysztofa Rybińskiego: Masaż piersi