Talaga: Polska w oparach gazu, czyli co jest w naszym interesie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 września 2010, 08:11
Andrzej Talaga
Andrzej Talaga, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Gazety Prawnej”/Forsal.pl
Warto zaryzykować wojnę gazową, by nie torpedować bezpieczeństwa energetycznego Europy w jego zalążkach. Tym bardziej że wcale nie jest powiedziane, że Moskwa podejmie rękawicę

Zachowanie Polski w sprawie umowy gazowej z Rosją pozornie wpisuje się w mentalność Kalego, w której zasady są dobre, dopóki nam służą. Ale jest inaczej. W przeciwieństwie do Sienkiewiczowskiego Murzyna mamy kłopot z określeniem, co właściwie jest naszym interesem.

Wicepremier Waldemar Pawlak negocjował w Brukseli złagodzenie unijnego sprzeciwu wobec umowy. Tymczasem Unia działa w długofalowym interesie Polski, nasze władze zaś podkopują raczkującą dopiero politykę bezpieczeństwa i solidarności energetycznej, którą nie dość, że sami lansowaliśmy, to jeszcze chcemy ją uczynić jednym z priorytetów polskiej prezydencji w UE.

O co wam właściwie chodzi? – mogliby spytać nasi unijni partnerzy. To wszak z Polski szły gromkie apele o dywersyfikację dostaw węglowodorów do Europy, uniezależnienie się od Gazpromu, połączenie europejskich gazociągów w jedną sieć, liberalizację rynku gazu. Umowa z Moskwą zaś godzi we wszystkie te cele.

>>> Polecamy: Umowa gazowa: Niemcy ratują nas przed Rosją

Owszem, w październiku albo listopadzie wyczerpiemy zakontraktowane wcześniej dostawy, a Rosja nie chce nam sprzedać więcej gazu na zasadach kontraktów krótkoterminowych, możliwe zatem, iż zimą Polska będzie musiała ograniczyć spożycie tego surowca. Nie oznacza to jednak, że trzeba kapitulować. Warto wykorzystać unijny sprzeciw jako kartę przetargową w renegocjowaniu umowy.

Bezpieczeństwo energetyczne oparte na przyjętych przez Unię zasadach, między innymi oddzieleniu operatorów gazociągów od dostawców gazu i otwarciu sieci dla wszystkich chętnych, jest długofalowym interesem Polski, a nawet warunkiem niezależności od jednego producenta węglowodorów (Rosji). Warto zaryzykować wojnę gazową, by nie torpedować bezpieczeństwa energetycznego Europy w jego zalążkach. Jaką będziemy mieli wiarygodność, kiedy najpierw tak zaciekle walczymy o niezależność gazową, a potem jako pierwsi kapitulujemy? Wcale nie jest powiedziane, że Moskwa podejmie rękawicę. Wojna gazowa z członkami UE nie wplata się w kremlowską politykę zbliżenia z Unią i byłaby fatalnie przyjęta w europejskich stolicach. Rosji bardziej opłaca się kompromis z Polakami niż zmuszenie nas do przyjęcia warunków Gazpromu.

Nie podpisujmy tej umowy w obecnym kształcie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: surowce
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj