Wróbel: Metale szlachetne pędzą sprintem

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
14 października 2010, 17:51
Łukasz Wróbel
Łukasz Wróbel/Forsal.pl
Dzisiejsze spadki giełdowych indeksów nie nosiły znamion głębszej korekty. Rynki akcji poruszają się w rytmie dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. W przeciwieństwie do metali szlachetnych, które sprintem pędzą do przodu.

Dla kogoś, kto regularnie czyta rynkowe komentarze, wiadomości o nowych rekordach cenowych złota i pogłębieniu słabości dolara, mogą powoli stawać się nużące, ale obecne trendy są nieubłagane. Podczas czwartkowej sesji za uncję złota płacono więcej niż 1380 USD, czyli w ujęciu nominalnym znowu padł rekord, a kurs pary euro dolar wzrósł w okolice 1,41 USD, co oznacza, że znalazł się najwyżej od stycznia 2010 roku. Amerykańska waluta taniała także w przeliczeniu na złote, ale mniej powodów do zadowolenia mieli inwestorzy liczący na podobne zachowanie kursu naszej walut wobec euro i franka. Po 16.00 czasu warszawskiego dolar kosztował 2,774 PLN, za euro i franka płacono natomiast podobnie jak dzień wcześniej odpowiednio 3,90 PLN i 2,91 PLN.

Dane z zagranicy nie były dzisiaj ani jednoznacznie pozytywne, ani negatywne. Optymiści, o których w krótkim terminie może być coraz trudniej na światowych giełdach, reagowali m.in. na spadek liczby Amerykanów kontynuujących pobieranie zasiłku dla bezrobotnych z 4,51 mln do 4,39 mln i wzrost importu USA, mogący świadczyć o ożywieniu popytu wśród konsumentów. Z drugiej strony, w sierpniu, kiedy kurs dolara był na znacznie niższym niż obecnie poziomie (za euro płacono od 1,25 USD do 1,33 USD), eksport Stanów Zjednoczonych zwiększył się tylko symbolicznie, zaś w ubiegłym tygodniu na rynku pracy liczba nowych bezrobotnych wzrosła mocniej niż prognozowali ekonomiści, podobnie, jak inflacja producentów we wrześniu. Biorąc pod uwagę serię trwających od kilku tygodni zwyżek na rynkach akcji, brak zdecydowanych impulsów po stronie danych fundamentalnych przemawia raczej za pozostawieniem w portfelu dotychczasowych pozycji niż za realizacją zysków. Po czwartkowej sesji na Wall Street warto obserwować reakcję inwestorów na wyniki finansowe Google.

Czwartkowa sesja na GPW, pomimo spadków głównych indeksów, nie dostarczyła inwestorom o horyzoncie inwestycyjnym dłuższym niż kilka sesji, poważnych argumentów do wycofywania kapitału z rynku akcji. WIG20 stracił na wartości 0,6 proc., a WIG spadł o 0,4 proc., ale mniejsze obroty niż podczas ustalania niedawnych lokalnych rekordów sugerują, że jeszcze nie pora na zdecydowane realizowanie zysków. Na całym rynku wymieniono się dzisiaj akcjami o wartości ok. 2,1 mld PLN, w czym największą zasługę miały papiery instytucji finansowych (Banku PKO BP i PZU) oraz surowcowego KGHM.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj