Europejskie parkiety otworzyły się dziś pod kreską. W Warszawie wyraźnie brakuje tchu, choć WIG20 jest nadal blisko rekordu hossy. Pozostaje czekać na rozwój wypadków, twierdzą analitycy.

Brytyjski indeks FTSE 100 po otwarciu notowań spadł o 0,39 proc. i wyniósł 5.941,77 pkt., francuski indeks CAC 40 spadł o 0,36 proc. i wyniósł 4.044,95 pkt., zaś niemiecki DAX spadł o 0,03 proc. i wyniósł 7.153,32 pkt. Indeks węgierskiej giełdy BUX po otwarciu sesji spadł o 0,23 proc. i 23.192,33 pkt.

WIG 20 na otwarciu sesji wyniósł 2707,11 pkt., co oznacza spadek o 0,65 proc.

Obcięcie ratingu Japonii może mieć największe znaczenie dla Europy. Kiedy dwa tygodnie temu Japonia podjęła decyzję o obejmowaniu emisji obligacji krajów PIIGS stawiałem tezę, że rynek niebawem zwróci uwagę na gwaranta powodzenia emisji, ponieważ jego zadłużenie w relacji do PKB jest wyższe niż ratowanych krajów” – wyjaśnia Emil Szweda z Noble Securities.

Jak dodaje analityk, w Warszawie sytuacja jak zwykle jest nieco odmienna. Nasz rynek nie brał udziału w ostatnich zwyżkach, od poprzedniego wtorku (kiedy zanotowano rekord hossy) wyraźnie brakuje mu tchu. Być może z pewnym wyprzedzeniem rodzimi inwestorzy przygotowali się na korektę w Stanach (to zdarza się często na GPW), być może pozostawaliśmy pod wpływem własnych problemów, ze zmianą w funkcjonowaniu OFE na czele.

Reklama

Szweda twierdzi, że w tej sytuacji pozostaje czekać na rozwój wypadków i unikać emocjonalnych rozwiązań. WIG20 nadal jest blisko rekordów hossy i utrzymał się powyżej pierwszej z brzegu linii wsparcia w okolicach 2 700 pkt. Dokąd wsparcie nie zostanie złamane, nie ma potrzeby się zamartwiać na zapas.