W poniedziałek na rynku pojawiły się informacje, że Grecja poprosiła o restrukturyzację długu. Według analityków, z którymi rozmawiał Forsal.pl, oznaczałoby to katastrofę dla banków w Europie i przede wszystkim w samej Grecji.

Jak powiedział Mateusz Szczurek z Banku ING, największym problemem w przypadku ogłoszenia upadłości przez Grecję będzie los banków, które w rezultacie tego ucierpią.

„Jeśli na przykład okaże się, że wartość aktywów związanych z Grecją spadnie o połowę to część z banków, które zainwestowały w tym kraju przestanie spełniać wymogi płynności stawiane przez ECB i stanie się niewypłacalna. Jest to główny argument przeciwko restrukturyzacji greckiego długu, dlatego władze greckie tak ostro protestują przeciwko spekulacjom prasowym o upadłości, bo to banki greckie byłyby najbardziej narażone” – powiedział Szczurek.

Reklama

>>> Polecamy: Barclays ostrzega: Grecja nie uniknie restrukturyzacji długu

Natomiast Marek Rogalski z Domu Maklerskiego BOŚ wskazuje, że restrukturyzacja Grecji dotknie banki na całym Starym Kontynencie.

„Dla sytuacji na rynkach najważniejszy będzie raport na temat stanu greckiej gospodarki, który zostanie opublikowany w czerwcu. Jeśli będzie z niego wynikać, że zmierzamy w stronę upadłości Grecji to wiele banków europejskich będzie musiało stworzyć rezerwy pod obligacje tego kraju, które znajdują się w ich portfelach. Byłoby to trzęsienie ziemi w bankach strefy euro” – powiedział portalowi Forsal.pl Marek Rogalski.

Jednak Mateusz Szczurek twierdzi, że banki w takich krajach jak Francja czy Niemcy nie ucierpią tak bardzo, jak banki greckie.

„Jeśli spojrzymy chłodno na sprawę Grecji to okaże się, że problem z greckim zadłużeniem nie jest taki duży dla banków w tych krajach, które mają solidne podstawy, to znaczy takich, które mają jeszcze pewną rezerwę i mogą się dodatkowo zadłużyć” – powiedział ekonomista.

>>> Czytaj też: Grecja zbankrutuje. Kto straci najwięcej?