Izolacja reżimu Łukaszenki przez Europę po sfałszowaniu wyborów w grudniu ubiegłego roku zamienia się w farsę. Najpierw ujawniono, że Polska i Litwa przekazywały dane o kontach bankowych białoruskich opozycjonistów. Teraz okazało się, że już po pacyfikacji opozycji zachodnie banki we współpracy z rosyjskim Sbierbankiem skupowały białoruskie obligacje. W proceder zamieszane były brytyjski Royal Bank of Scotland (RBS), BNP Paribas i niemiecki Deutsche Bank.

>>> Czytaj też: Brytyjski bank RBS nie będzie wspierał Łukaszenki

Wczoraj na łamach dziennika „Independent” przedstawiciele RBS zobowiązali się do zerwania wszelkich kontaktów z reżimem Aleksandra Łukaszenki. Do tego momentu banki RBS, BNP Paribas i Deutche Bank kupiły obligacje za 1,8 mld dolarów. O ile RBS zapewnia, że rezygnuje ze współpracy z Łukaszenką, o tyle Niemcy i Francuzi nie zajęli stanowiska w tej sprawie.

– Brytyjczycy zrezygnowali pod naciskiem białoruskich obrońców praw człowieka działających w Londynie – komentuje w rozmowie z „DGP” ekonomista z Centrum Rozwoju „Rosja” Dmitrij Miroszniczenko. – Daleki jestem jednak od poglądu, że Brytyjczycy brzydzą się kontaktów z niedemokratycznymi rządami. Wystarczy spojrzeć na Azerbejdżan, gdzie autorytarnie rządzi Ilham Alijew, a interesy robi z nim brytyjskie BP – dodaje Miroszniczenko.

RBS, uratowany w 2008 r. z pieniędzy brytyjskich podatników przed upadkiem, jest w 84 proc. własnością brytyjskiego skarbu państwa. Bank skupował, ale też odsprzedawał białoruskie obligacje – w październiku 2010 r. i w styczniu 2011 r. UE i USA nałożyły na reżim Łukaszenki sankcje dyplomatyczne, ale bez ograniczeń dla biznesu. Według „Independent” pomogły one reżimowi Łukaszenki tymczasowo uniknąć bankructwa. Wszystko działo się w czasie, gdy wielu rywali prezydenta i działaczy opozycji przetrzymywano w aresztach KGB.

>>> Czytaj też: Białoruś: ograniczenie sprzedaży dewiz nie dotyczy kantorów

Białoruś znajduje się obecnie w najgłębszym kryzysie finansowym od dojścia Łukaszenki do władzy 17 lat temu. Pod koniec maja władze zdewaluowały rubla białoruskiego wobec dolara o 56 proc. Pod koniec roku stopa inflacji na Białorusi może sięgnąć 75 proc. Wczoraj Łukaszenka wezwał opozycję, UE i Rosję do okrągłego stołu, który pozwoli przedyskutować sytuację na Białorusi.

W ubiegłym tygodniu agencja Moody’s zapowiedziała kolejną obniżkę ratingu Białorusi. Tym razem wiarygodność gospodarcza Mińska może zostać obniżona z poziomu B3 do poziomu Caa1, czyli państwa na progu bankructwa. Zdaniem analityków Mińsk może mieć poważne trudności z pozyskaniem 12 mld dolarów kredytów, potrzebnych do uratowania swojego systemu bankowego oraz zrównoważenia bilansu płatniczego.

Niemieckie polowanie na kluczową spółkę reżimu

Interesy zachodnich banków z reżimem Aleksandra Łukaszenki już po pacyfikacji grudniowych wyborów dotyczą nie tylko obligacji. Na początku sierpnia rosyjski Sbierbank i niemiecki Deutsche Bank porozumiały się w sprawie udzielenia kredytu w wysokości 2 mld dolarów białoruskiemu przedsiębiorstwu Biełaruśkalij. Firma jest trzecim na świecie producentem soli potasowej, najważniejszym źródłem finansowania reżimu i najbardziej łakomym kąskiem prywatyzacyjnym na Białorusi. Niemiecki bank prowadził rozmowy o kredycie mimo oficjalnej retoryki Berlina: zero biznesu z Łukaszenką. Proponowany Mińskowi przez szefa MSZ Niemiec Guida Westerwellego i polskiego szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego deal był prosty: Łukaszenka nie fałszuje wyborów prezydenckich i wówczas może liczyć na pomoc gospodarczą Zachodu. Okazało się jednak, że mimo odrzucenia tej oferty niemieckie firmy nadal prowadzą ciche rozmowy z osobami, które oficjalnie znajdują się na unijnej czarnej liście i są objęte zakazem wjazdu na teren UE. Co ciekawe ostatecznie strona białoruska pogardziła ofertą Berlina (bo zabezpieczeniem wartego 2 mld dol. kredytu DB i Sbierbanku miały być 35 proc. akcji Biełaruśkalija oraz kontrakty eksportowe). Władze białoruskie szacują wartość spółki na 30 mld dolarów.