Merkel: Nie ma mowy o bankructwie Grecji. Inaczej inwestorzy uciekną z Europy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 września 2011, 23:43
Ateny, Grecja Fot. Shutterstock
Ateny, Grecja Fot. Shutterstock/ShutterStock
Dopuszczenie do bankructwa Grecji zachwiałoby zaufaniem inwestorów do całej strefy euro i groziłoby rozprzestrzenieniem kryzysu na wszystkie państwa - oceniła niemiecka kanclerz Angela Merkel w wyemitowanym w niedzielę wieczorem talk-show telewizji ARD.

Merkel przypomniała o skutkach plajty amerykańskiego banku Lehman Brothers trzy lata temu. "Pozwolono na bankructwo i świat się dziwił, jak głęboki kryzys to wywołało. Musimy się nauczyć, by podejmować tylko takie kroki, które możemy kontrolować" - powiedziała.

"Nie wolno nam w połowie drogi zniszczyć zaufania wszystkich inwestorów. Wówczas powiedzą, że skoro dziś postąpiliśmy tak z Grecją, to jutro tak samo postąpimy z Hiszpanią, a pojutrze z Belgią albo jakimś innym krajem. Wówczas nikt więcej nie ulokuje pieniędzy w Europie. Temu musimy zapobiec" - podkreśliła niemiecka kanclerz.

>>> Czytaj też: Europa chce cudownie rozmnożyć euro. Świat traci cierpliwość

"Nie wykluczam, że w przyszłości będziemy mieli mechanizm, który pozwoli na niewypłacalność państw podobnie jak w przypadku banków" - dodała.

Merkel opowiedziała się za zmianą traktatu UE w takim kierunku, by możliwe było zaskarżenie kraju łamiącego zasady dyscypliny budżetowej do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości oraz wymuszenie przestrzegania traktatu UE. "To zadanie na przyszłość. Oznaczałoby dokończenie budowy unii walutowej" - dodała.

Wykluczyła też możliwość opuszczenia strefy euro przez zadłużoną Grecję, jak również powrót Niemiec do dawnej waluty, marki. Jak argumentowała, wówczas nastąpiłaby aprecjacja niemieckiej waluty i "nie moglibyśmy sprzedać ani jednego z naszych wspaniałych produktów eksportowych, bo ich wytworzenie byłoby zbyt drogie".

W najbliższy czwartek niemiecki Bundestag będzie głosować nad reformą Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF), przeznaczonego na pomoc nadmiernie zadłużonym krajom strefy euro. Część posłów chadecko-liberalnej koalicji rządzącej grozi, że nie poprze reformy, gdyż wątpi w skuteczność dotychczasowych działań, służących stabilizacji wspólnej waluty, i obawia się obarczenia Niemiec kosztami ratowania euro.

>>> Czytaj też: Euro - symbol długów i zaciskania pasa, nie bogactwa i potęgi

Merkel wyraziła przekonanie, że większość koalicji zagłosuje za ustawą o EFSF. Jak podkreśliła, do jej przyjęcia nie jest konieczna tzw. większość kanclerska, czyli większość absolutna Bundestagu złożona tylko z posłów partii rządzących (311 głosów). "To całkowicie normalna ustawa. Rząd potrzebuje większości. Większość kanclerska potrzebna jest przy wyborze kanclerza albo w innych szczególnych kwestiach personalnych" - zauważyła Merkel.

Zdaniem niemieckiej opozycji, jeśli rząd nie uzyska poparcia większości kanclerskiej w sprawie reformy EFSF, będzie to wystarczający powód do rozpisania nowych wyborów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj