Ceny paliw: słaby kurs złotego winduje ceny hurtowe. Już niedługo na stacji możemy zapłacić 5,5 zł za litr

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
28 września 2011, 08:05
Ropa kosztuje dziś tyle, ile trzy miesiące temu Gotowe paliwo w tym czasie podrożało
Ropa kosztuje dziś tyle, ile trzy miesiące temu Gotowe paliwo w tym czasie podrożało/DGP
Hurtowe ceny paliw są najwyższe w historii - Drastyczne podwyżki lada chwila będzie widać na stacjach, bo koncerny nie są już w stanie utrzymywać zerowych marż. Jeżeli złoty się nie wzmocni, za litr bezołowiówki zapłacimy 5,5 zł. Winne dolar i zamieszanie w strefie euro

Zawirowania na światowych giełdach oraz skomplikowana sytuacja finansowa Stanów Zjednoczonych i niektórych państw strefy euro spowodowały, że od początku września baryłka ropy naftowej potaniała o 10 dolarów. Choć wczoraj surowiec zaliczył lekkie odbicie, to i tak po południu na giełdzie w Londynie płacono za niego nieco ponad 105 dolarów – to jeden z najniższych poziomów od początku lutego, i jednocześnie aż o 21 dolarów niżej od tegorocznego szczytu, jaki ropa osiągnęła 8 kwietnia.

Niestety niskie ceny surowca na giełdach nie przekładają się na niskie ceny gotowych produktów w Polsce. Jest wręcz odwrotnie – hurtowe ceny benzyny i oleju napędowego w PKN Orlen i Lotosie są obecnie najwyższe w historii. Za litr bezołowiówki 95 w hurcie zapłacić trzeba 5,16 zł, a diesla – 5,13 zł. – To absolutne rekordy – mówi wprost Jakub Bogucki, analityk rynków paliwowych z firmy E-petrol.pl.

>>> Zobacz też: Ropa naftowa: ceny w USA spadają z powodu obaw o globalne spowolnienie

Paradoks polegający na tym, że choć ropa na światowych rynkach tanieje, to w Polsce pokonuje kolejne pułapy, wynika z szybującego kursu dolara.

– W ciągu zaledwie miesiąca podrożała ona o kilkadziesiąt groszy. A to właśnie w amerykańskiej walucie polskie koncerny kontraktują ropę, więc automatycznie znajduje to odbicie w cenach hurtowych – wyjaśnia Bogucki.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że choć hurtowe ceny paliw już pobiły wszelkie rekordy, to w detalu paniki jeszcze nie widać – w ciągu ostatnich dni ceny na stacjach drgnęły zaledwie o kilka groszy. To efekt wojny cenowej na rynku, jaką parę tygodni temu rozpoczął Orlen, praktycznie rezygnując z marż detalicznych na stacjach własnych. Tym samym ustalił reguły gry dla całego rynku – inne koncerny, chcąc rywalizować z płocką spółką, musiały się do nich dostosować. W efekcie na wielu stacjach marże wynoszą dziś zaledwie kilka groszy. „Rekordziści”, głównie w dużych miastach zarabiają po 10 – 12 groszy na litrze. Wkrótce jednak będą zmuszeni podnieść marże i ceny.

– Zarówno Orlen, jak i jego konkurencja nie będą w stanie w dłuższej perspektywie prowadzić działalności po kosztach. Już widać, że powoli podnoszą marże. W najbliższych dniach mogą one wrócić do normalnych poziomów – uważa Bogucki. A normalny poziom to 5 – 6 proc. ceny hurtowej, czyli 25 – 30 groszy na litrze.

Rychła podwyżka marż jest tym bardziej prawdopodobna, że rynek paliwowy zaczyna coraz głośniej skarżyć się na praktyki Orlenu. Już na początku sierpnia o nieuczciwą działalność polegającą na sprzedawaniu na własnych stacjach paliwa w cenach hurtowych oskarżyła płocki koncern Polska Izba Paliw Płynnych. W ubiegłym tygodniu skargę zawierającą podobne zarzuty złożył w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Klientów koncern BP.

– Nie mamy żadnych możliwości konkurowania z Orlenem, który jest największym hurtownikiem w kraju. Zmuszeni jesteśmy sprzedawać paliwa na swoich stacjach nawet poniżej kosztów ich zakupu – napisali w liście do UOKiK przedstawiciele BP.

>>> Polecamy: Eksperci: Ceny paliw w górę, nie widać końca podwyżek

Powrót marż do normalnego poziomu oznaczałby, że średnia cena litra benzyny na stacjach zbliżyłaby się do 5,5 zł, a oleju napędowego – do ok. 5,4 zł. I wszystko wskazuje na to, że stacje przywitają nas takimi cenami już w przyszły weekend. Żeby było taniej, dolar musiałby stanieć przynajmniej do 3 zł. To jednak nastąpi dopiero wtedy, gdy padną konkretne i wiążące propozycje rozwiązania problemów trawiących USA i strefę euro.

– Przy takim scenariuszu rodzi się jednak inny problem: prawdopodobne odbicie na rynku ropy, która już raz w tym roku pokazała, że na przekroczenie szczytu 125 dolarów potrzebuje raptem parę tygodni – chłodzi optymizm Bogucki. Czyli albo będziemy kupowali tanią ropę za drogie dolary, albo drogą ropę za tanie dolary.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj