Staniszewski: Odchudzenie administracji poprawi klimat dla reform

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
21 listopada 2011, 03:21
Mariusz Staniszewski
Mariusz Staniszewski/DGP
W polityce obok programów gospodarczych ważne są również gesty. To one sprawiają, że społeczeństwo jest w stanie ze zrozumieniem przyjąć bolesną nawet kurację. Gesty te, realne, a nie puste, przynoszą raczej milionowe, a nie miliardowe oszczędności, ale sprawiają, że państwo choćby na małym odcinku zaczyna działać lepiej.

W przypadku tego rządu takim gestem powinna być naprawa tego, co w poprzedniej kadencji okazało się najbardziej spektakularną porażką – czyli odchudzenie administracji. Oczywiście powstał nowy resort, który ma usprawnić biurokrację i wprowadzić ją w wiek XXI, czyli świat elektronicznego obiegu informacji. Zanim jednak nowy resort będzie mógł działać, premier mógłby jednym pociągnięciem pióra zlikwidować stanowiska pełnomocników posiadających biura przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, którzy w rzeczywistości dublują zadania ministerstw.

Weźmy choćby pełnomocnika rządu ds. dialogu międzynarodowego. Za politykę zagraniczną odpowiada w Polsce Ministerstwo Spraw Zagranicznych. To ono prowadzi dialog międzynarodowy i jest za niego odpowiedzialne. Jeśli czyni to nieudolnie, należy po prostu wymienić urzędników, jeśli sprawnie – nie ma sensu powielać stanowisk. Kolejny pełnomocnik – ds. równego statusu. 

>>> Czytaj też: Jak polska gospodarka będzie wyglądać za cztery lata?

Dotychczasowa praktyka pokazuje, że każda osoba, która pełniła tę funkcję, budziła głównie kontrowersje. I tak większość narzędzi znajduje się w resorcie pracy, więc pełnomocnik zajmował się głównie sobą. Lepiej nie wspominać o stanowisku pełnomocnika ds. walki z biurokracją, bo przecież niczego nie wywalczył. Wyliczanie podobnych przykładów zajęłoby godziny.

Eksperci od administracji wyliczyli, że takich stanowisk przy premierze jest ponad 120. Jeśli do tego dodamy sekretarki, kierowców i asystentów tych osób, robi się całkiem niezła armia opłacana z podatków. Ich brak państwo odnotowałoby z ulgą, społeczeństwo zobaczyłoby, że nie tylko ono musi ponosić koszty reform. Dobrym gestem byłaby też likwidacja urzędów wojewódzkich. Od czasu wprowadzenia reformy administracyjnej Jerzego Buzka znaczenie wojewodów malało. Dziś jest minimalne – władza jest w rękach marszałka województwa. Nie ma więc sensu dublować administracji terenowej. Państwo może przekazać resztę zadań, jakie ma obecnie wojewoda, samorządom wojewódzkim.

Dla obywatela rozgraniczanie władzy samorządowej i centralnej jest sztuczne – jedna i druga ma charakter publiczny. Najważniejsze, by była sprawna i funkcjonalna. Poza gestami takie ruchy wyznaczyłyby ważny kierunek zmian i otworzyłyby drogę np. do likwidacji powiatów ziemskich – najsłabszej części reformy administracyjnej z 1999 r.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj