Bugaj: Byki wyznaczają nowe rekordy trendu, niedźwiedzie czekają na okazję

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 lutego 2012, 18:13
Łukasz Bugaj
Łukasz Bugaj/Media
Dzisiaj ujrzeliśmy kolejne rekordy trendu wzrostowego, który towarzyszy GPW już od prawie miesiąca.

Nie były one jednak wynikiem spektakularnej przewagi popytu, bardziej wynikały z siły rozpędu i wykonywane były niejako „na siłę”.

Inwestorzy notowania otworzyli hurraoptymistyczną luką otwarcia podnoszącą indeks krajowych blue chipów ponad 0,6% względem wczorajszego zamknięcia. Podaż skorzystała z tak wysokich poziomów i przystąpiła do działania, ale mając w perspektywie aukcje hiszpańskich i francuskich obligacji szybko odpuściła. Jak można się było tego spodziewać, sprzedaż papierów dłużnych poszła gładko, a rentowności w przypadku obligacji hiszpańskich zdołały jeszcze spaść z wartości ustanawianych nie aż tak dawno temu, bo zaledwie 3 tygodnie temu.

Po aukcjach żadnego szczególnego optymizmu nie było jednak widać. Inwestorzy zdążyli się już przyzwyczaić do spadającego oprocentowania papierów dłużnych, a warto wspomnieć, że było co oglądać. Francuskie dziesięciolatki były dzisiaj handlowane przy rentownościach najniższych od października zeszłego roku - wyraźnie poniżej poziomu 3%. Giełdowe byki niespecjalnie się tym przejęły. Również publikowane po południu amerykańskie dane przeszły na parkietach bez większego echa. Podczas gdy cotygodniowa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła o 12 tys., indeksy trwały w marazmie przy niezbyt dużej zmienności. Średnia danych z minionych czterech tygodni zniżkowała zaledwie o 2 tys., więc brak impulsu do wzrostów w tym przypadku nie dziwił.

Handel nieco się ożywił dopiero pod koniec notowań, kiedy Ben Bernanke przemawiając w przed Komisją Budżetową Izby Reprezentantów z jednej strony powiedział, że widzi poprawę w gospodarce, ale z drugiej wspomniał, iż jest gotowy do bardziej agresywnych działań. Rynek, wyczulony na wszelkie sygnały o nadchodzącym QE3, starał się podchwycić słowa prezesa Rezerwy Federalnej, ale skutek był mało efektowny. Ostatecznie bowiem WIG20 wzrósł o 0,32% i nie zdołał pokonać porannego maksimum. Na wykresie pojawiła się więc czarna świeca z dolnym cieniem, która przez niektórych może być uznawana jako sygnał wyczerpywania się sił popytu. Byłoby to spójne ze skrajnym wykupieniem rynku, który w takim stanie będzie oczekiwał na jutrzejsze dane z amerykańskiego rynku pracy. Podaż może więc zacierać ręce i liczyć na gorsze dane, które mogą uaktywnić lawinę zleceń sprzedaży od inwestorów realizujących niemałe przecież zyski. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dom Maklerski BOŚ
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj