Jakub Karnowski będzie nadzorował gigantyczne prywatyzacje, m.in. PKP Cargo i TK Telekom, sprzedaż nieruchomości i modernizację największych dworców w Polsce. Od premiera dostał zadanie przekształcenia PKP PLK w sprawną machinę inwestycyjną napędzaną setkami milionów euro z Brukseli. To bardzo trudna misja, zwłaszcza że Karnowski nigdy wcześniej nie był związany z koleją.

Branża już nadała nowemu prezesowi PKP przydomek „Człowiek spoza”. Jednak to właśnie – według ministra transportu Sławomira Nowaka – brak związków z branżą jest atutem Karnowskiego.

– Do PKP trzeba wpuścić świeże powietrze. Do doświadczenia kolejarzy dokładamy znajomość rynku i umiejętność zarządzania finansami – twierdzi minister Nowak.

Świeże powietrze to za mało - do oczyszczenia PKP potrzeba cyklonu

Jednak, jak mówią ludzie związani z kolejami, może się okazać, że świeże powietrze to za mało, ponieważ do oczyszczenia sytuacji w PKP potrzeba wręcz cyklonu. Jego początkiem może być wymiana menedżerów średniego szczebla w Grupie PKP i spółkach zależnych (prawdziwe trzęsienie ziemi szykuje się w PLK, które – zdaniem MRR – nie potrafią wydać 1,2 mld euro).

Reklama

Karnowski wywodzi się z branży finansowej. Od października 2008 r. kierował PKO TFI, czyli jednym z największych towarzystw funduszy inwestycyjnych w Polsce. Tam dał się poznać jako profesjonalista i technokrata. Jednak – według naszych informacji – nie najlepiej układały się jego relacje z zarządem spółki matki.

Wcześniej w latach 2003 – 2008 pracował w Banku Światowym w Waszyngtonie. Trafił tam z departamentu zagranicznego NBP, którym kierował od 2002 r. A jego kariera zaczęła się w 1997 r., kiedy to ówczesny wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz do swojego gabinetu politycznego wprowadził młodych zdolnych absolwentów Szkoły Głównej Handlowej. W tej grupie był też m.in. Ryszard Petru, który później pracował jako ekonomista w różnych bankach.

Karnowski – poza SGH – studiował także na University of Minnesota.