Przasnyski: byki muszą bardziej się postarać

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 kwietnia 2012, 09:05
Roman Przasnyski, analityk Open Finance
Roman Przasnyski, analityk Open Finance/Inne
Patrząc na poniedziałkowe poczynania byków, trudno liczyć na to, że spadkowa korekta dobiega końca. By tak się stało, trzeba znacznie więcej wysiłku i wsparcia za strony danych makroekonomicznych.

Choć indeksy w Paryżu i Frankfurcie zakończyły poniedziałkową sesję zwyżką o 0,5-0,6 proc., to byki nie popisały się zbytnio. Siły starczyło im tylko na kilka godzin. Finalny wynik to ledwie jedna trzecia ich wcześniejszych zdobyczy. Rynek, na którym zwyżka, następująca dzień po silnej przecenie, wykorzystywana jest do pozbywania się akcji nie budzi zaufania. A tak właśnie działo się wczoraj. W przypadku CAC40 i DAX możemy mówić jedynie o niezbyt udanym odreagowaniu.

Potwierdzeniem tej tezy jest to, że londyński FTSE, który w piątek nie ucierpiał tak mocno jak jego koledzy, wczoraj nadal zniżkował. Bo nie miał czego odrabiać, a piątkowa przecena była dla niego widocznie niewystarczająca. 

Dziś na sytuację na europejskich parkietach wpływ mogą mieć wyniki aukcji bonów skarbowych Grecji i Hiszpanii. Ich wyniki będą znane przed południem. Pewne znaczenie może też mieć publikacja indeksu nastrojów analityków i inwestorów instytucjonalnych, wyliczanego przez niemiecki instytut ZEW. Ostatnio inwestorzy są wyczuleni na tego typu wskaźniki, choć nie do końca wiadomo, czy nastroje podążają za rzeczywistością, czy odwrotnie. Gdyby rzeczywistość podążała za nastrojami, byłyby one znakomitym narzędziem prognostycznym. 

Spore znaczenie może mieć zaplanowane na wczesne popołudnie wystąpienie szefa Europejskiego Banku Centralnego. Inwestorzy czekać będą na odniesienie się do narastających kłopotów na rynku długu najbardziej zagrożonych państw. Wczoraj wieczorem ujawniono, że EBC nie interweniował ostatnio na tym rynku. Różnie ten fakt można interpretować. Optymistom warto przypomnieć, że hiszpańskie banki pożyczyły w marcu w EBC gigantyczną kwotę 316 mld euro.

Po południu czeka nas kolejna porcja danych zza oceanu. Najpierw dotyczących sytuacji na rynku nieruchomości (rozpoczęte budowy domów i liczba wydanych zezwoleń na budowę), nieco później dynamika produkcji przemysłowej. O wczorajszej sesji na Wall Street trudno zbyt wiele powiedzieć. Z mieszanki słodko-kwaśnych danych inwestorzy wybrali rodzynki w postaci wyższej niż się spodziewano dynamiki sprzedaży detalicznej. Na tym wątku byki ugrały ostatecznie jedynie zwyżkę Dow Jones'a o 0,56 proc. Nasdaq zniżkował o 0,76 proc., a S&P500 spadł o 0,05 proc.

O odrabianiu strat trudno też mówić w przypadku rynków azjatyckich. Nikkei zniżkował o 0,1 proc. po informacji i mocniejszym niż się spodziewano spadku produkcji przemysłowej. W Hong Kongu indeks na godzinę przed końcem handlu tracił 0,7 proc., a na Tajwanie 1,9 proc. W Szanghaju spadki sięgały 0,6-0,9 proc.

Kontrakty terminowe na amerykańskie i europejskie akcje traciły rano po 0,1-0,3 proc., sugerując że handel rozpocznie się w okolicach wczorajszego zamknięcia lub lekko poniżej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj