Z wczorajszego porannego optymizmu do końca dnia nie zostało nic lub prawie nic - jeśli mierzyć go zachowaniem indeksów giełdowych. Wysokie otwarcie zostało wykorzystane do dystrybucji akcji, która trwała do końca dnia. Inwestorzy szybko zorientowali się, że pomoc finansowa dla hiszpańskich banków jest źle skonstruowana. Pieniądze przejdą przez hiszpański rząd, a zatem powiększy się zadłużenie sektora publicznego. Co więcej, pieniądze trafią do banków, które jako jedyne kupowały hiszpańskie obligacje, podczas gdy reszta świata je sprzedawała. Pod koniec dnia rentowność hiszpańskich obligacji była już wyższa niż przed przyznaniem pomocy.

Inwestorów mógł również zafrapować odczyt włoskiego PKB w I kwartale. Spadek o 0,8 proc. to nie tylko recesja, ale też pytanie o to, jak Włochy poradzą sobie z obsługą coraz wyższego zadłużenia przy kurczącej się gospodarce i wpływach podatkowych oraz o to jak zamierzają sfinansować pomoc dla Hiszpanii, skoro same pogrążone są w długach?

Na koniec dnia nadeszła informacja o właściwie bezpośredniej prośbie Cypru o wsparcie finansowe dla lokalnych banków. W takiej atmosferze trudno mieć nadzieję na zatrzymanie spadków nie wspominając o kontynuacji odbicia. Jedyne co chroni rynki to poziom wyprzedania indeksów, brak nowych minimów (co sprawia wrażenie odporności rynku na negatywne informacje) i nadzieja na to, że podejmowane będą kolejne nadzwyczajne kroki zmierzające do utrzymania systemu finansowego w całości. Nawet jeśli pomoc dla hiszpańskich banków jest źle skonstruowana, to przecież może przesądzić o pozostaniu ich przy życiu.

Sesje w USA zakończyły się spadkami indeksów (S&P stracił 1,3 proc.), podobnie rzecz miała się w Azji, gdzie Nikkei stracił 1 proc., a Kospi 0,7 proc. W podobnej skali straty notowały indeksy giełd w Hong Kongu i Szanghaju. Natomiast otwarcie w Europie przyniosło zaskakujący wzrost indeksów w pierwszych minutach handlu.