Sześć tygodni tryumfu brytyjskiej olimpiady i paraolimpiady dobiegło końca. Przemarsz przez stolicę był ostatnim akordem i szansą dla opinii publicznej, by okazać entuzjazm dla gwiazd sportu, które przyniosły honor swojemu krajowi.
Jednak celebrowanie sukcesu brytyjskiej olimpiady nie kończy się w tym punkcie. Rząd Davida Camerona chce również ogrzać się w blasku olimpijskiego znicza. Premier zaordynował specjalną listę tytułów szlacheckich dla sportsmenów i sportsmenek. Tradycyjnie ogranicza się ona do medalistów. Tym razem jednak uhonorowani mają być niemal wszyscy uczestnicy olimpiady.
Jest w tym coś absurdalnego. Pragnienie, by państwo uhonorowało wszystkich sportowców, jest stosunkowo nowym i niespecjalnie mądrym pomysłem. Kiedy Anglia zdobyła mistrzostwo świata w 1966 r., tylko dwóch członków tryumfującej ekipy zostało uhonorowanych: trener Alf Ramsay i kapitan Bobby Moore.
Z perspektywy czasu może się to wydawać sknerstwem. Jednak w ostatnich latach system z nawiązką wynagrodził to wszystkim, chętnie zawieszając medale na piersiach każdego sportowca, który osiągnął jakikolwiek sukces. Jedynym ograniczeniem w tym festiwalu rozdawnictwa było to, że Wielkiej Brytanii raczej brakowało sportowych tryumfów – przynajmniej do teraz.
Problem wykracza poza sport. Cameron powiedział w ubiegłym tygodniu, że wystąpi o przyznanie tytułów szlacheckich pięciu ministrom, których zwolnił przy okazji przebudowy rządu. To powrót do tradycji politycznego rozdawnictwa honorów, którą słusznie porzucono w latach 90.
Reklama
Jednocześnie, jak wskazała w ubiegłym miesiącu Komisja Administracji Publicznej Izby Gmin, Wielka Brytania wciąż w niewystarczającym stopniu docenia wolontariuszy i opiekunów społecznych, ludzi, których wkład w dobrobyt społeczeństwa i jednostek jest może mniej spektakularny, ale równie ważny.
Krótko mówiąc, musimy uprościć system przyznawania państwowych nagród. W większości demokratycznych społeczeństw medale i nagrody stanowią dla państwa nie tylko okazję uhonorowania poszczególnych jednostek, lecz także pokazują sfery publicznej aktywności, które ono szczególnie wspiera. Ryzyko polega na tym, że nagradzając zbyt wieloma pozłacanymi medalami tych, którzy i tak cieszą się bogactwem i społeczną akceptacją, państwo samo zdewaluuje ten system.