Bąk: Auto spalające 4 l? Takie rzeczy tylko w folderach

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 września 2012, 03:14
Łukasz Bąk
Łukasz Bąk/DGP
Z danych technicznych niektórych aut można wywnioskować, że ich eksploatacja jest tańsza niż używanie hulajnogi.

Wyścig trwa. Producenci samochodów dodają do swoich modeli dziesiątki koni mechanicznych, poprawiają ich osiągi, dorzucają kolejne poduszki powietrzne i elektroniczne cuda na kiju. Spada tylko jedno – zużycie paliwa. Wszyscy producenci mają cudowne antidotum na to, co się dzieje na stacjach – modele spalające 3 – 4 litry paliwa na 100 km. Nic tylko brać i śmiać się w oczy frajerom tłoczącym się w tramwajach i tankującym LPG.

Przykro mi, ale w rzeczywistości frajerami są ci, którzy wierzą w auta zdolne jeździć „o kropelce”. Takie modele istnieją wyłącznie w folderach reklamowych. Nie wierzycie? No to posłuchajcie.

1. Aby określić zużycie paliwa dla danego modelu, producent nie jeździ nim – jak wy – po mieście czy autostradzie. Zdaniem Brukseli umożliwiałoby to manipulacje, więc kazała przeprowadzać paliwowy test w garażowym zaciszu na rolkach. Koła się kręcą, a pojazd stoi w miejscu. Po wirtualnym mieście przejeżdża w ten sposób 4052 m ze średnią prędkością 18,7 km/h. Z kolei po wirtualnej drodze pozamiejskiej jedzie niecałe 7 minut, średnio 62,6 km/h. Nie ma tu podjazdów czy tirów, które trzeba wyprzedzić. W ten sposób odnotowujemy nowy rekord – średnią na poziomie 3,8 litra.

2. W laboratorium nikomu się nie spieszy, więc zatrudniony na potrzeby testu mistrz oszczędnej jazdy wrzuca kolejne biegi, zanim wskazówka obrotomierza muśnie cyfrę 2. Nie przekracza tez 50 km/h, bo podpisał się pod paragrafem mówiącym, że grozi za to rozstrzelanie. Mądrzy nazywają to ecodrivingiem. I zgadzam się – można ograniczyć spalanie, stosując się do jego zasad. Ale osiągniecie wartości deklarowanych przez producenta w normalnym życiu jest absolutnie nieosiągalne. Chyba że to wy chcecie zostać rozstrzelani – przez 99 proc. innych użytkowników drogi, którym zależy na tym, aby dojechać do pracy o sensownej porze.

3. Opiniotwórczy niemiecki tygodnik motoryzacyjny „Auto Bild” sprawdził, ile naprawdę spalają samochody. Wśród kilkudziesięciu modeli nie znalazł się ani jeden, w którym rzeczywisty wynik byłby zgodny z deklaracjami producenta. Większość zużyła 20 – 30 proc. więcej, a prawdziwe rodzynki – ponad 50 proc. więcej.

Jeszcze marzycie o superoszczędnym samochodzie? Zatankujcie go do pełna, dopchajcie do garażu siłą własnych mięśni i tam postawcie na rolkach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: motoryzacja
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj